Panie i panowie: toniemy! Czyli refleksje z pokładu Titanica

Joanna Modrzejewska
0 komentarz

Przez media społecznościowe przetacza się dyskusja, w której powtarza się pytanie: czy jest kryzys związany z brakiem nauczycieli, czy go nie ma? Kim jest nauczyciel? Jaki jest jego realny wymiar pracy? I powracające: czy czeka nas kolejny strajk nauczycieli i w jakiej formie? Wśród wielu komentarzy znalazłam wypowiedź nauczycielki, którą osobiście cenię, której zapał, pasja, otwartość były dla mnie niesamowitą inspiracją na mojej drodze zawodowej. Po krótkiej wymianie zdań, doszłam do wniosku, że polski system edukacji przypomina Titanica, na którym trwa dyskusja, na temat tego jakie utwory ma grać orkiestra i które przystawki będą najlepsze do serwowanej kolacji. Wszystko to miałoby sens, gdyby nie drobny, a jednak znamienny fakt, że… toniemy.

Nie będę  próbować nawet podawać gotowej recepty na uzdrowienie naszego systemu, jednak zadane mi niedawno pytanie, przez dyrektorkę prywatnej szkoły, która szuka do zespołu nauczycieli (co okazuje się zadaniem pełnym wyzwań) mocno domaga się odpowiedzi: czego Tobie jako nauczycielowi potrzeba, aby pracować najlepiej jak potrafisz, żeby się rozwijać i chcieć pozostać w zawodzie? I po wielu rozmowach, pytając innych nauczycieli, rodziców uczniów, wreszcie dokonując głębokiego namysłu mogę odpowiedzieć jednym słowem: szacunku.

Szacunku – rozumianego jako nie kwestionowanie moich kompetencji zarówno przez rodziców i władze oświatowe (bo czy ktoś prosi dentystę o przedstawienie dyplomów ukończonych studiów lub szkoleń, czy ktoś do dekarza mówi: „Pan to ma super pracę, skacze pan sobie i tylko drewno układa!”?). Niewiele jest takich grup zawodowych jak nauczyciele, tak wykwalifikowanych, nieustannie otwartych na poszukiwanie nowych form doskonalenia zawodowego, stale będących w procesie towarzyszenia w sytuacjach, które nigdy się nie powtarzają. 

Pragniemy szacunku – który będzie wyrażony w pozwoleniu mi na wybór form i metod nauczania, a także treści, tak aby pozwolić uczniom rozwijać kompetencje i samą zdolność do uczenia się, zamiast martwego opanowywania treści. Co jest bardziej wartościowym: umiejętność myślenia przyczynowo – skutkowego wykorzystywana w rozumieniu procesów społecznych (czyli w skrócie mówiąc: rozumienia historycznego) czy umiejętność zapamiętania faktów? Nauczycielom nie brak pomysłów na twórcze działania z uczniami, podstawa programowa musi jednak dawać ku temu przestrzeń. Przestrzeń pozwalającą na indywidualizację procesu nauczania. Pora skończyć z testowaniem ryb z huśtania się na gałęzi. Naprawdę potrafimy dostrzec i pomagać rozwijać się każdemu dziecku, zamiast realizować program. I to koniecznie z podpisem dotyczącym takowej realizacji na koniec roku.

Pragniemy szacunku w rozumieniu jakim obciążeniem psychologicznym jest praca w szkole. Globalne przemiany społeczne sprawiły, że nauczyciele mierzą się z problemami, które jeszcze niedawno w szkole w ogóle nie były obecne. Spotykamy codziennie uczniów z zaburzeniami odżywiania, depresją, doświadczających przemocy, wymagającymi treningu umiejętności społecznych, komunikacyjnych, z fobiami, zaburzeniami integracji sensorycznej, po próbach samobójczych, cudzoziemców, dzieci, których rodziny są w sytuacjach kryzysowych… można wymieniać bez końca. Ten szacunek byłby wyrażony w zrozumieniu dla możliwego czasu pracy nauczyciela i daniu mu możliwości na realną pomoc psychologiczną i superwizję. Dźwigamy problemy i obciążenia, które zwyczajnie przekraczają nasze możliwości i są prostą drogą do frustracji i wypalenia zawodowego oraz depresji.

Szacunku wyrażonego odpowiednim zapleczem do pracy. Nasze szkoły wyglądają w większości przypadków jak mleko, które kipi na kuchence. I zapach tego spalonego mleka, będzie się jeszcze długo unosić w naszej szkolnej rzeczywistości. Nie znam fryzjera, który strzygłby klienta u mechanika, ale natomiast znam logopedę prowadzącego zajęcia w magazynku sportowym przy sali gimnastycznej szkoły . Szkoły, w których brak internetu, farby do odmalowania sal i koszulek do prawidłowego archiwizowania dokumentacji. Konieczny jest też szacunek do przestrzeni, w której uczniów nie upycha się jak sardynki w salach „bo taki rocznik”.

Szacunku wyrażonego odpowiednim wynagrodzeniem i zatrudnieniem,  który również pozwala dyrektorowi na nawiązywaniu stosunku pracy i wynagradzaniu zgodnie z kompetencjami i zaangażowaniem. Obecne rozwiązania prawne na to nie pozwalają. Dając pewność zatrudnienia, czynią jednocześnie z nauczyciela niewolnika (niewiele osób wie, że nauczyciel mianowany może rozwiązać umowę o pracę tylko i wyłącznie z dniem 31 sierpnia), a dyrektorowi nie pozwalają na realne budowanie zespołu w placówce.

Wiem, że mój głos jest jednym z wielu, jednak zwyczajnie nie umiem milczeć. Spotykam pełne niepokoju spojrzenia rodziców moich uczniów, którzy pytają: czy pani będzie z nami od września? Będąc chorą na edukację, wiem, że takich jak ja jest wielu. Natomiast bez względu na tą przypadłość wielu decyduje, że na brak szacunku nie może godzić się dłużej. Dlaczego? Żeby szanować samych siebie nie zgadzają się na brak szacunku wobec nich. Aż tyle i tylko tyle. Co będzie dalej, tego nie wiem. Słyszę natomiast walca i widzę kelnerów wnoszących tatara na przystawki na srebrnych tacach podczas gdy woda zaczyna już chlupać nam w pantoflach. Panie i panowie: toniemy.

Może Cię zainteresować:

Zostaw komentarz

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić Twoje wrażenia. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuje Przeczytaj więcej

Polityka prywatności