Rysie czytane po Wilkach są jak powrót do dawno niewidzianych miejsc
znajomych. W tej części Michał Figura ma już nie dwoje, a troje dzieci i razem z żoną Ulą buduje dom. Pokazuje nam swoje wymarzone auto do transportu dzikich zwierząt i zabiera na akcję gaszenia pożaru, bo – jak się okazuje – jest strażakiem w OSP. Ale to wszystko na marginesie, bo w centrum są rysie.
Dynamikę ośmiu prawdziwych historii wyznaczają kocie zachowania głównych bohaterów, całkowicie inne niż wilcze. Rysie lubią wchodzić do pudełek, więc chętniej wchodzą też do odłowni. Polują w pojedynkę i inaczej wyznaczają swój areał, a dziećmi zajmują się wyłącznie rysice. Osierocony Horaj nawołuje matkę przez wiele nocy, a sierotka Marysia podjada karmę zostawioną dla kotów wolno żyjących. Rysie i wilki żyją obok siebie i zdarza im się dzielić upolowaną zwierzyną. Łanie i sarny padają ofiarą rysiów, a rysie ofiarą kierowców i kłusowników. Trup ściele się gęsto.
Historie rysiów są ciekawe i świetnie zilustrowane, tylko… co z tym komiksem? Ani śladu dialogu nie znajdziemy nawet na trzydziestu kolejnych stronach. Historia Tajcha w całości została opowiedziana przez Michała Figurę. To bywa nużące, gdy nastawiamy się na komiksowe wrażenia. Najwyraźniej twórcom nie wystarczyło werwy (a może czasu?), by wszystkie rozdziały dopracować tak, jak ten o Horaju.
Pomimo tego mankamentu, warto sięgnąć po Rysie i razem z Michałem Figurą tropić te fascynujące dzikie koty.