Rysie. Historie prawdziwe (recenzja)

Aleksandra Gancarz
0 komentarze

Rysie czytane po Wilkach są jak powrót  do dawno niewidzianych znajomych. W tej części Michał Figura ma już nie dwoje, a troje dzieci i razem z żoną Ulą buduje dom. Pokazuje nam swoje wymarzone auto do transportu dzikich zwierząt i zabiera na akcję gaszenia pożaru, bo – jak się okazuje – jest strażakiem w OSP. Ale to wszystko na marginesie, bo w centrum są rysie. 

Dynamikę ośmiu prawdziwych historii wyznaczają kocie zachowania głównych bohaterów, całkowicie inne niż wilcze. Rysie lubią wchodzić do pudełek, więc chętniej wchodzą też do odłowni. Polują w pojedynkę i inaczej wyznaczają swój areał, a dziećmi zajmują się wyłącznie rysice. Osierocony Horaj nawołuje matkę przez wiele nocy, a sierotka Marysia podjada karmę zostawioną dla kotów wolno żyjących. Rysie i wilki żyją obok siebie i zdarza im się dzielić upolowaną zwierzyną. Łanie i sarny padają ofiarą rysiów, a rysie ofiarą kierowców i kłusowników. Trup ściele się gęsto.

Historie rysiów są ciekawe i świetnie zilustrowane, tylko… co z tym komiksem? Ani śladu dialogu nie znajdziemy nawet na trzydziestu kolejnych stronach. Historia Tajcha w całości została opowiedziana przez Michała Figurę. To bywa nużące, gdy nastawiamy się na komiksowe wrażenia. Najwyraźniej twórcom nie wystarczyło werwy (a może czasu?), by wszystkie rozdziały dopracować tak, jak ten o Horaju. 

Pomimo tego mankamentu, warto sięgnąć po Rysie i razem z Michałem Figurą tropić te fascynujące dzikie koty. 

Może Cię zainteresować:

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić Twoje wrażenia. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuje Przeczytaj więcej

Polityka prywatności

Weź udział w II Unconference e:mi!

⏰ 11 maja, 18.00
📍 Widzimy się na Zoom!

Udział bezpłatny · limit 100 miejsc