Jak ciekawym może być ten dzień powszedni? Czy codzienność, nosząca łatkę rutyny i nudy, może być dynamicznym wyzwaniem? A może temat trzeba ugryźć z innej strony: czy zawsze muszą dziać się wydarzenia? Czy można zatęsknić za codziennością i się nią delektować?
Na te i wiele innych pytań starają się odpowiedzieć sobie i słuchaczom Ola i Marcin Sawiccy w dwóch ostatnich podcastach: Jak dobrze wejść w to, co nowe? (#296) oraz Jak polubić powrót do codzienności? (#298).
Zatem, jak wraz z początkiem września wejść w nowy rok szkolny i nie tylko nie zwariować, ale i celebrować, czerpać radość z nadchodzącego nieznanego? Odpowiedzi i sposobów będzie zapewne tyle, co uczniów, nauczycieli, rodziców – najważniejsze jednak wydaje się: zwolnić i się nad tym zastanowić.
Nie wpadać w pułapkę niekończącej się nostalgii za wakacjami ani stresu spowodowanego wydłużającą się listą rzeczy do załatwienia przed nowym rokiem szkolnym. Zamiast tego spokojnie zrozumieć, że w życiu ważne są (pozorne) paradoksy i to na nich się skupić: po pierwsze być tu i teraz, czyli docenić, po drugie wybiec w przyszłość, to znaczy zaplanować
Co zaplanować? Dograć plany lekcji z planem pracy, domu, dodatkowych zajęć – to również. Ale oprócz tego, co być może ważniejsze: zaplanować wspólny czas na zakup nowych zeszytów i kolorowych długopisów, które dadzą energię do starania się (nawet jeśli trwa ona przede wszystkim we wrześniu, to w listopadzie i w grudniu pozostanie wspomnienie, że jak się chce, to można); wyjścia do kina, teatru i na lody; rutynę czytelniczą, codzienne wspólne kolacje i małe celebracje.
Dlaczego planowanie jest tak ważne? Bo wiąże się z rezerwacją czasu i przestrzeni. Nie odchodzeniem od tego, co jest tu i teraz twoim najważniejszym zadaniem, czemu zdecydowałeś się poświęcić. Czas mija, a codzienność jest niepowtarzalna, dlatego warto ją wrażliwie przeżywać w zadowoleniu i wdzięczności. A to jest, szczególnie początkowo, trudne zadanie gospodarności, wymagające szczególnego odsłonięcia, tzn. nie zasłaniania się tym, co zrobię, jak już dzieci podrosną, kiedy będę na emeryturze. Czy też w kolejne ferie i wakacje, kiedy nie będzie szkoły.
Bo szkoła też jest tu i teraz, i kiedyś z mniejszym lub większym rozrzewnieniem będzie się ją wspominać. A od wspomnień – do przeszłości. Bo żeby w pełni przeżyć nowe, dobrze jest domknąć stare. To jak z jedzeniem w lodówce. Nie otwieraj nowego, dopóki nie dojesz tego, co zaczęte. Rozmawiajmy o wakacjach, wspominajmy je. Może weźmy ich kawałki i włóżmy do planu codzienność, sprawiając, że zaczniemy nieustannie dostrzegać w niej potencjał wielkiej przygody.
