Czego można nauczyć się na wolontariacie?

Maria Drozdowicz
0 komentarze

            Trzy miesiące temu wyprowadziłam się z Warszawy do Bolzano, miasta w północnych Włoszech, niedaleko austriackiej granicy. Będę tu mieszkać jeszcze kilka miesięcy, realizując jako animatorka w ramach programu Erasmus Solidarity Corps (ESC) roczny wolontariat w domu spokojnej starości. Jest to dla mnie magiczny czas, otwierający każdego dnia nowe pudełko pełne niespodzianek.

Czym jest Erasmus Solidarity Corps?

Jest to finansowany przez Komisję Europejską program krótko- i długoterminowych wolontariatów oraz projektów solidarnościowych, w tym także skupiających się na niesieniu pomocy humanitarnej, proponowanych przez różne organizacje w krajach europejskich lub z nimi współpracujących. Młodzi ludzie, zazwyczaj od 18 do 30 (w przypadku działań humanitarnych do 35) roku życia mogą zapisać się na jeden z oferowanych programów w kraju zamieszkania, za granicą lub on line na okres od dwóch do dwunastu miesięcy. 

Dziedziny działań wolontariuszy są bardzo różne. Można pracować na rzecz innych ludzi, środowiska czy kultury: w szkole, centrum młodzieżowym, muzeum, organizacji ratującej chore zwierzęta czy właśnie w domu spokojnej starości. Wolontariusze są wprowadzani w rytm nowego miejsca, które to miejsce jednocześnie otwiera się na ich działania, pomysły, jakości i wartości, które ze sobą przywożą. Tym sposobem codziennie zdobywa się nową wiedzę i kompetencje, także dotyczące tego, jak wykorzystywać te zasoby i zdolności, które już mamy.

Program ESC oferuje zakwalifikowanym wolontariuszom podstawowe warunki bytowe, takie jak mieszkanie, posiłki czy niewielkie wsparcie finansowe, a organizacje przyjmujące i wysyłające w poszczególnych krajach dzięki swoim pracownikom i mentorom dbają o to, by odnalezienie się w zupełnie nowej sytuacji, często w znacznym oddaleniu od domu było dla wolontariuszy bezpieczną i zaopiekowaną przygodą.

Proces aplikacji nie jest skomplikowany: wymaga rejestracji na stronie ESC (https://webgate.ec.europa.eu/erasmus-esc/index/), wgrania dokumentów i znalezienia interesującego programu. Jeśli dana organizacja zainteresuje się naszą kandydaturą, przeprowadzi rozmowę rekrutacyjną i szkolenia, które pozwalają zakwalifikować się na wolontariat i lepiej się do niego przygotować.

Dlaczego wolontariat?

            Odpowiedzi jest zapewne tyle, ilu wolontariuszy. Moją była: chęć pracy z drugim człowiekiem przy jednoczesnym wyjściu z własnej strefy komfortu; z własnego podwórka, które dobrze znam. Dlatego zdecydowałam się zarówno na nowe zajęcie – nigdy wcześniej nie pracowałam z osobami starszymi – jak i na nowe miejsce zamieszkania.

            Bo długoterminowy wolontariat to także szansa na przeprowadzkę do innego kraju, poznanie nowej kultury. Dla wielu młodych osób jest to pierwszy dłuższy pobyt w innym państwie, daleko od domu, co wiąże się czasami z trudną nauką samodzielności. Zmienia się kultura, język, kontekst funkcjonowania; i trzeba się sprawnie w tym nowym życiu odnaleźć. 

            Ale wolontariat to przede wszystkim świadoma chęć pracy na rzecz społeczeństwa, której motywacją nie są korzyści materialne; to w pewnym sensie również dzielenie się swoim przywilejem. Nie każdy może bowiem pozwolić sobie na pracę niezarobkową, wykraczającą poza codzienne obowiązki. Mimo braku korzyści materialnych, wolontariusz  doświadcza wielu przyjaźni, zyskuje doświadczenie, mierzy  się z nowymi  wyzwaniami  oraz oczywiście  ma satysfakcję.

Czego uczę się na wolontariacie?

            Przede wszystkim pokory. Praca w innym kraju, z osobami starszymi, a więc wychowanymi i kształconymi w zupełnie innych czasach i wartościach, często schorowanymi, zderza mnie codziennie z tym, jak mało wiem i jak wiele wciąż przede mną. Widzę, ile mogę zyskać, starając się i ucząc, ale także, że czasem przydarzają się w życiu rzeczy, na które nie można mieć wpływu. Obserwuję, jak różne mogą być koleje losu, doświadczające nas historie. Oraz jak ważne jest docenianie zdrowia, zarówno fizycznego jak i mentalnego, i dbanie o nie.

            Uczę się też akceptacji i zrozumienia, że tu: w domu spokojnej starości w północnych Włoszech wiele rzeczy działa po prostu inaczej, niż bym się tego spodziewała. Początkowo wielu aspektów codzienności nie rozumiałam; zastanawiałam się, dlaczego nie można by czegoś zorganizować inaczej, co w moim przekonaniu znaczyło – lepiej. Jednak z czasem zauważyłam, że wszyscy są przyzwyczajeni do takiego a nie innego funkcjonowania, są zadowoleni z tego, co jest, a także, że za różnymi decyzjami stoją często potrzeby i wartości, które ja po prostu odczuwam inaczej.

            Jednocześnie staram się jednak pamiętać, że jako osoba z zewnątrz widzę wiele rzeczy, które tu stały się już przeźroczyste i dlatego łatwiej mi proponować zmiany i nowe rozwiązania. Przykładem może być ograniczenie wszechobecnych plastikowych kubeczków – udało mi się nie tylko przekonać część współpracowników, że codzienną kawę milej jest wypić z własnej filiżanki, lecz także poprosić dział logistyki o przemyślenie tej kwestii i zastąpienie kubeczków jednorazowych wielorazowymi. Pomysł przyjęli z otwartością i zadowoleniem. Udało mi się przeprowadzić realną zmianę, zgodną z wartościami, które chciałabym reprezentować.

            Codziennie intensywnie uczę się języka. Przyjechałam tu nie znając włoskiego. Południowy Tyrol jest obszarem z trzema oficjalnymi językami (włoskim, niemieckim, ladino), miałam więc w pracy wspomagać się językiem niemieckim. Szybko jednak okazało się, że tym językiem posługuje się w naszym domu mniejszość; a jeśli ktoś zna niemiecki, to mówi w tutejszym dialekcie, który bardzo trudno zrozumieć. Nie pozostało więc nic innego jak szybka nauka włoskiego. Ale szczęśliwie starsze osoby, z którymi próbuję się nawiązać kontakt to najlepsi nauczyciele. Nie mogę się doczekać dnia, gdy będę mówić wystarczająco dobrze, by móc swobodnie rozmawiać, pytać i poznawać ich historie.

            Ponieważ jednak nauka języka to długi proces, moja praca często, szczególnie na samym początku, opierała się na ciszy. Nauczyłam się ją doceniać. Niemożność zagadania zarówno swoich, jak i cudzych potrzeb, uczuć i emocji, budowanie porozumienia i relacji ponad słowami, to niecodzienne doświadczenia. Zrozumiałam, że nie zawsze chodzi o zabawianie i rozweselanie, organizowanie zajęć i aktywności. Równie ważne, a być może nawet ważniejsze są posiedzenie w pełnej zrozumienia i wzruszenia wzajemnej ciszy lub zwyczajny spacer po jesiennym ogrodzie i wąchanie rozmarynu.

            Co zatem najważniejsze – codziennie uczę się tu innych ludzi i od innych ludzi. I nie mam na myśli jedynie innej kultury czy zawiązywania nowych znajomości, zarówno tych międzynarodowych wśród innych wolontariuszy i wolontariuszek ESC, jak i lokalnych, z nowymi włoskimi przyjaciółmi w różnym wieku. Długoterminowy pobyt w nowym miejscu, tworzy dziwne poczucie obcości, przeplatające się z wrastaniem w nowe otoczenie, przejmowaniem pewnych stylów zachowań i wzrastającym poziomem bycia „u siebie”. Jestem niezwykle ciekawa, dokąd mnie to wszystko zaprowadzi.

Może Cię zainteresować:

Zostaw komentarz

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić Twoje wrażenia. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuje Przeczytaj więcej

Polityka prywatności