Jestem nauczycielką (literatury i języka polskiego) i psycholożką. W systemie szkolnym spędziłam większość życia, więc wiem o nim to i owo, mam też za sobą rozmaite doświadczenia i jako odbiorca, i jako agens zabiegów o charakterze edukacyjnym.
Jestem też mamą, która stoi przed koniecznością podjęcia decyzji o tym, czy własne dziecko (najstarsze z czwórki) posłać do szkoły. I nie wiem, co zrobić, wziąwszy pod uwagę opcje dostępne na wsi w pobliżu niekoniecznie dużego miasta, a także kwestie ekonomiczne, logistyczne i stricte edukacyjne – a także last but not least własną wytrzymałość psychiczną.
Próbuję podjąć decyzje, gdzieś pośród codziennego chaosu – i z tego procesu podejmowania decyzji (a czasami także i z codziennego chaosu) będę przedstawiać zapewne dosyć krótkie relacje. Być może kogoś to zaciekawi, zainspiruje czy wspomoże.
W poniedziałek, zanim dzieci wstaną
Całkiem niedawno prowadziłam warsztaty dla mam o granicach, złości i asertywności. W czasie tego spotkania nie po raz pierwszy zresztą mówiłam o tym, że kompetencje miękkie trzeba ćwiczyć, a jeśli chodzi o nowe sposoby reagowania na intruzywne zachowania innych ludzi – to naprawdę niezbędne jest zreflektowanie i opracowanie „na zimno” scenariusza swoich działań i wypowiedzi. Szansa bowiem, że zupełnie spontanicznie objawią się one „na gorąco”, czyli w stresie i zagrożeniu jest raczej nikła – ale jeśli będą przygotowane i ileś tam razy powtórzone, czyli „wgrane” do systemu behawioralnego – dużo bardziej możliwe będzie sięgnięcie po nie w sytuacji alarmowej.
Ja sama mam takie zestawy ratunkowych reakcji na rozmaite pytania i komentarze dotyczące naszej wielodzietności i naszego sposobu życia, a zwłaszcza edukacji domowej. Wykorzystuję je bardzo często – wystarczy bowiem wyjść z czwórką dzieci w jakiekolwiek miejsce publiczne, by nolens volens wzbudzić zainteresowanie i wystawić się na interakcje z różnymi nieproszonymi komentatorami.
Kiedy ujawniamy komuś (zazwyczaj niekoniecznie z własnej woli, raczej podpytywani), że dzieci nie chodzą do placówek, rezonuje to na różne sposoby, które można by pokategoryzować w kilka grup, opisywanych przez charakterystyczną reakcję mimiczną, emocjonalną i werbalną czy mentalną. Taki przykładowy katalog mógłby wyglądać mniej więcej tak:
| Mimika | Emocja | Wypowiedź / myśl | |
| 1. | Zmarszczone brwi, oczy szeroko otwarte, półotwarte usta (opadająca żuchwa) | Zaskoczenie | “Ojej! A to tak można???” |
| 2. | Górna warga uniesiona, nos zmarszczony, policzki uniesione | Wstręt | “Ale jak to? Dlaczego? Po co? Chore jakieś są? To normalne jest? Współczuję wam!” |
| 3. | Brwi mocno ściągnięte w dół, powieki napięte, usta zaciśnięte | Złość | “A co to za fanaberie? Krzywdę dzieciom robicie! Kolegów nie będą miały i będą głąbami! A kim wy w ogóle jesteście?! Jakie macie kompetencje, żeby uczyć dzieci?!” |
| 4. | Wewnętrzne kąciki brwi uniesione i ściągnięte do góry, opadające kąciki ust, matowy wzrok | Smutek | “Biedne dzieci, zamknięte w domu, pewnie nie mają kolegów i są durnowate…” |
| 5. | Uniesione i ściągnięte brwi, szeroko otwarte oczy, rozchylone usta | Strach | “O rety! Wariaci! Patologia! Konserwy jakieś albo ortodoksy! O rety!” |
| 6. | Kąciki ust uniesione, zmarszczona skóra wokół oczu (tzw. kurze łapki) | Radość | “O! Nasze dzieci też nie chodzą do szkoły!”“I to jest super dzieciństwo!” |
Oczywiście, przećwiczyłam na sucho i wypróbowałam w ogniu różne warianty odpowiedzi na te emocjonalne reakcje, ale myślę, że szczególnie sprawdzają się dwie zasady ogólne. Po pierwsze, warto odpowiadać krótko i zwięźle, trzymając się podstawowych i niezbędnych faktów, bez nadmiaru słów i wyjaśnień – bo przecież tylko winny się tłumaczy (a wiadomo, że w kontekście rodzicielstwa obowiązuje raczej domniemanie winy niż niewinności…), a każde kolejne zdanie może być uznane za zaproszenie do dalszych dopytywań (no chyba, że ma się ochotę na dialogi tego rodzaju, to s’il vous plait!). Po drugie, bardzo użyteczne są podstawowe zdania ratunkowe z treningu asertywności: „Mam inne zdanie na ten temat“ czy „Ja tak o tym (o sobie) nie myślę”. I kropka.
Gdybym miała w ramach puenty przytoczyć jakiś konkretny dialog tego rodzaju, wybrałabym zdecydowanie jeden:
Pańcia w autobusie: Czy to same dziewczynki?
Ja: Tak.
Pańcia: Ojej! Współczuję pani!
Ja: Ja uważam, że powinna mi pani zazdrościć.
Pańcia (skonfundowana odwraca się do dzieci): Wy już pewnie chodzicie do przedszkola!
Dzieci: Nie chodzimy.
Pańcia: Ojej, ale jak to? To co wy robicie?
Dzieci: Żyjemy!
