Maquinas de video poker.

  1. 200 Darmowych Spinów Na Start Kasyno Online: Cuando ves que las luces parpadean en amarillo, la emoción llega a niveles épicos, ya que sabes que has logrado las grandes victorias.
  2. Casinostars Casino Opinie I Bonusy 2026 - Los casinos en línea a menudo suministran sus juegos flash a los sitios de Internet para dar a los jugadores una idea de lo que se ofrece antes de que se registren.
  3. Bob Casino Kod Promocyjny 2026: Por lo tanto, hay altibajos que deben considerarse.

Bingo de divisiones para imprimir.

Betcris Casino Bonus Za Rejestrację
Los jugadores no pueden llevar los búnkeres izquierdo y derecho, por lo que su única opción es colocar uno justo en el medio.
Fortuneсlock Casino Bonus Za Rejestrację
Parece una cantidad pequeña, pero es más de lo que pagan la mayoría de los casinos en línea.
El símbolo de comodín reemplaza los iconos en los carretes, aparece en los carretes 1, 2, 3, 4, 5.

Ver los números de lotería de navidad.

Kasyno Online Cashlib W Polsce
Los usuarios también pueden establecer límites a sus depósitos, apuestas, pérdidas y duración de la sesión.
Comix Casino Opinie I Bonusy 2026
Tener la piel dura es necesario porque no todos pueden ser educados.
Vodka Bet Casino Bonus Bez Depozytu 2026

#10 Jak (nie) posłałam dzieci do szkoły…

Agnieszka Piwowarczyk
0 komentarze

Jestem nauczycielką (literatury i języka polskiego) i psycholożką. W systemie szkolnym spędziłam większość życia, więc wiem o nim to i owo, mam też za sobą rozmaite doświadczenia i jako odbiorca, i jako agens zabiegów o charakterze edukacyjnym.

Jestem też mamą, która stoi przed koniecznością podjęcia decyzji o tym, czy własne dziecko (najstarsze z czwórki) posłać do szkoły. I nie wiem, co zrobić, wziąwszy pod uwagę opcje dostępne na wsi w pobliżu niekoniecznie dużego miasta, a także kwestie ekonomiczne, logistyczne i stricte edukacyjne – a także last but not least własną wytrzymałość psychiczną.

Próbuję podjąć decyzje, gdzieś pośród codziennego chaosu – i z tego procesu podejmowania decyzji  (a czasami także i z codziennego chaosu) będę przedstawiać zapewne dosyć krótkie relacje. Być może kogoś to zaciekawi, zainspiruje czy wspomoże.

Sobota, przed końcem roku szkolnego

Zagotowałam się – i to najzupełniej na serio, wskutek przeczytania newslettera z pewnej platformy dostarczającej rodzicom i nauczycielom pomocy dydaktycznych dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Ale po kolei.

Jakiś czas temu zaczęłam korzystać z oferty subskrypcyjnej jednego z portali wspierających edukację przedszkolniaków i najmłodszych uczniów. Cena nie wydawała się szczególnie wygórowana, a liczba dostępnych materiałów mocno satysfakcjonująca (co do jakości – różnie z tym bywa, ale da się w miarę szybko wyselekcjonować co lepsze pliki, nawet jeśli nie ma się w tej kwestii szczególnej merytorycznej i technicznej wprawy).

Drukowałam sobie stamtąd od czasu różne zadania i plakaty, zazwyczaj wówczas gdy dzieci czymś się gwałtownie zainteresowały albo gdy warunki atmosferyczne i efekty działania drobnoustrojów dawały nam się szczególnie we znaki. Krótko mówiąc, byłam raczej zadowolonym klientem – i w gruncie rzeczy nadal nim jestem, choć pewien element oferty tegoż portalu doprowadził mnie na skraj ostrego zbulwersowania. 

Otóż wcale niedawno, bo ledwie kilka dni temu, jako jedną z propozycji w przesyłanym regularnie newsletterze z najnowszymi/najlepszymi/najbardziej popularnymi materiałami przedstawiono mi możliwość skorzystania ze sztucznej inteligencji, która po wpisaniu imienia dziecka i wybraniu kilku fraz spośród dostępnych możliwości wygeneruje ocenę opisową ucznia nawiązującą do wytycznych polskiej podstawy programowej.

W tenże oto sposób autorzy rzeczonego materiału marketingowego podnieśli mi gwałtownie ciśnienie, podkopali resztki mojej wiary w system edukacji i w zasadzie obalili jeden z moich żelaznych argumentów przemawiających za tym, żeby jednak te nasze dzieci do szkoły posłać. Miałam bowiem – raczej dosyć naiwne – przekonanie, że zwłaszcza na początku edukacji przedszkolnej czy szkolnej istotne może być spojrzenie specjalisty, który obcując z dzieckiem przez sporą część dnia, a mając jednocześnie do tego obcowania odpowiednie przygotowanie i doświadczenie, będzie mógł nie tylko lepiej wspierać je w nabywaniu podstawowych kompetencji, lecz także przekazać nam, czyli rodzicom, informacje zwrotne dotyczące postępów i zdolności naszego małego człowieka.

Naprawdę wierzyłam w to, że nauczyciel edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej, który pracuje z jedną grupą dzieci przez 18/22/25 godzin tygodniowo część spośród pozostałych godzin ze swojego teoretycznie 40-godzinnego etatu raz czy dwa razy do roku zechce poświęcić na przekazanie efektów swoich obserwacji opiekunom podopiecznych. I wiem, że z pewnością są tacy, którzy to robią – w sposób rzetelny, systematyczny i zindywidualizowany. Niemniej kiedy zaczęłam się nad tym nieco głębiej zastanawiać, doszłam do wniosku, że jednak moja wyżej wspomniana wiara musiała być efektem tzw. pomroczności jasnej. Bo jak dowodzą rozmaite nauki o człowieku, kiedy tylko jest to możliwe, większość z nas idzie na łatwiznę i ekonomizuje wysiłek na wszelkie dostępne sposoby.

Nie mam na to twardych dowodów, ale domniemywam, że większość jednak korzysta z upraszczaczy pracy, o czym oprócz antropologii przekonuje moje własne szkolne doświadczenie, które przy okazji tego newslettera sobie odpomniałam. 

W czasie mojej własnej kariery nauczycielskiej, a zwłaszcza w jej trudnych początkach, niekoniecznie z własnego wyboru korzystałam z różnego rodzaju gotowców, określanych przez handlowców z wydawnictw edukacyjnych “obudową dydaktyczną”. Musiałam ich używać przez kilka pierwszych lat pracy w zawodzie, kiedy to byłam etatowo na zastępstwie, prawie co roku w innej szkole, gdzie zazwyczaj dostawałam od osób, które zastępowałam, albo od przełożonych instrukcję, że mam pracować kropka w kropkę tak, jak nakazuje rzeczona obudowa. Był to szczególny rodzaj udręki, którego z biegiem czasu nauczyłam się unikać tak, by nikt się nie domyślił (np. wpisując do dziennika temat z rozkładu materiału, a realizując inny, nieco bardziej interesujący dla mnie i dla przynajmniej kilkorga uczniów).

Dzięki tym latom umęczenia realizowaniem scenariuszy i rozdawaniem kart pracy – gdy szczęśliwie uwolniłam się od konieczności realizowania czyichś pomysłów, pozostała we mnie niechęć do korzystania z pakietów materiałów i tym podobnych okropieństw, zwłaszcza wiernie, biernie i w całości. Owszem, korzystałam z niektórych ćwiczeń czy zbiorów, ale raczej wybiórczo, przetwarzając różne zawarte w nich pomysły czy tworząc własne handouty. Miałam jednak świadomość, że całkiem spora liczba moich kolegów po fachu ceni sobie obudowy i lojalnie z nich korzysta.

W drugiej kolejności nawiedziło mnie wspomnienie innego mojego szkolnego koszmaru, a mianowicie konieczności lektury rozmaitych opinii i orzeczeń dotyczących specjalnych potrzeb edukacyjnych moich uczniów. Robiłam to co roku z narastającym obrzydzeniem. Najpierw jako polonistka studiowałam papiery na temat dysleksji i dysortografii, później jako wychowawczyni i psycholożka zapoznawałam się także z wszelkimi dokumentami będącymi efektem wizyt w PPP. O ile jednak w pierwszych latach czytałam je z pewnym zapałem, próbując nawet uruchomić własne zdolności określane w systemie szkolnym jako “czytanie ze zrozumieniem” – o tyle z biegiem czasu zorientowałam się, że lwia część tych obszernych wywodów powtarza się właściwie kropka w kropkę, ponieważ – jak nie trudno się domyślić – tworzone są za pomocą powszechnie znanej zwłaszcza uczniom i studentom metody KW, czyli Kopiuj Wklej.

Doszedłszy do tegoż wniosku, nauczyłam się szybkiego skanowania tych papierzysk (był to jeden z nielicznych przypadków w moim życiu, kiedy do czegoś przydały mi się umiejętności z kursu szybkiego czytania) w poszukiwaniu jakiejkolwiek informacji na temat tego konkretnego ucznia czy tej konkretnej uczennicy, czegokolwiek o nim czy o niej, najmniejszej choćby wzmianki mogącej być świadectwem zindywidualizowanego spojrzenia diagnosty. Żaden ze mnie Holmes czy inny Rutkowski, więc najpewniej w jakimś tam stopniu był to wynik moich niewielkich zdolności detektywistycznych – niemniej niezbyt często udawało mi się znaleźć najmniejszy choćby ślad, który mógłby świadczyć o obcowaniu człowieka (zwanego psychologiem czy pedagogiem) z człowiekiem (zwanym dzieckiem czy uczniem). Niedawno zresztą miałam wątpliwą przyjemność znowu zajrzeć do tego rodzaju dokumentu, kiedy koleżanka poprosiła mnie o przeczytanie opinii na temat swojego dziecka z desperackim pytaniem, co to wszystko znaczy i co ona ma z tym zrobić. Odpowiedziałam po przeczytaniu przydługiego wywodu pani wychowawczyni – że na moje to nie znaczy zupełnie nic i nic się nie da z tym zrobić, niemniej poczułam dreszcz obrzydzenia, zwłaszcza że w rubryce zatytułowanej bodaj “Szczególne zdolności ucznia” pani nauczycielka po ładnych paru miesiącach znajomości z delikwentem wpisała jedynie kreskę oznaczającą ich domniemany brak.

Tymczasem ja, choć obiekt tego opisu widziałam może ze trzy razy w życiu, wiedziałam, że ma naprawdę duże zdolności sportowe i niemałe kompetencje społeczne, a poza tym z pewnością pewne zdolności przywódcze – bo gdy szło o zwołaniu kolegów na piłkę, okazywało się, że ów niezdolny uczeń zagrożony niedostosowaniem, opóźniony w nauce etc. etc. naprawdę znakomicie się ogarnia.

I tak oto – wskutek przeczytania newslettera i uruchomienia niezbyt wartkiego, ale w pewnym stopniu efektywnego procesu wspomnieniowo-analitycznego doszłam do smutnego skądinąd wniosku, że posyłanie naszych dzieci do szkoły (w której nauczyciele rozdają zadania z gotowców i/lub rozmaitych obudów czy generatorów uczniom, którzy następnie rozwiązują ją przy użyciu wiadomego chata, by otrzymać ocenę wyliczoną przez maszynę lub zredagowaną przez AI) – wydaje się nie mieć już naprawdę żadnego sensu.  I być może są gdzieś szkoły wolne od tego procederu – niemniej obawiam się, że mieszczą się niekoniecznie nieopodal naszej wsi, i obstawiam, że są raczej marne szanse, iż pozostają w naszym finansowym zasięgu.

Może Cię zainteresować:

Zostaw komentarz

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić Twoje wrażenia. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuje Przeczytaj więcej

Polityka prywatności

Weź udział w II Unconference e:mi!

⏰ 11 maja, 18.00
📍 Widzimy się na Zoom!

Udział bezpłatny · limit 100 miejsc