Na czym polega świadome czytelnictwo? Co dzieje się z nami w trakcie czytania fikcji i po co właściwie ją czytać? Jak literatura pomaga wzmocnić pewność siebie? Na te i wiele innych pytań odpowiada w wywiadach, książkach, felietonach profesor Ryszard Koziołek, rektor Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, literaturoznawca, osoba, która postanowiła w życiu zajmować się czytaniem, czyli zostać latającą rybą.
Dlaczego latającą rybą? Dlatego że zachowanie właśnie tej symbolicznej figury, według Koziołka, najlepiej oddaje proces świadomego czytelnictwa. Na początku bezwiednie zanurzamy się w tekście, czytamy, chłoniemy, oddychamy pod wodą bez butli, pozwalamy się bezkrytycznie wciągnąć w zmyślenie. “Zmyślenie, które — jak mówi profesor —nie kłamie”, pod warunkiem, że otoczymy je wystarczającą intelektualną opieką i nie poprzestaniemy na oczarowaniu. Pozostając przy metaforze ryby, wyłonimy się na powierzchnię, a następnie wzniesiemy ponad taflę wody-słów, by móc je obserwować z góry, a więc włączając filtry krytyczne, wciąż jednak sięgając w tekst i samemu się w nim odbijając.
Pierwszy etap nauki czytelnictwa to doświadczenie zanurzenia oraz nauka wynurzania i wznoszenia się ponad czyste przeżycie. Kolejny krok to zrozumienie, zobaczenie tego, co nie jest wprost napisane. Czyli uświadomienie sobie tego, co zawarte między wierszami, co symboliczne i niewypowiedziane wprost, zrozumienie w jaki sposób pisarz chciał nas uwieść, poznanie reguł gry, w którą jako czytelnicy zostaliśmy wciągnięci.
Tylko po co cały ten trud ? Odpowiedź Koziołka jest prosta, a jednocześnie niepomiernie skomplikowana: “Dzięki literaturze przestajemy się gapić i zaczynamy zauważać życie”. Myślenie literaturą zmusza nas do podejmowania ciągłego wysiłku rozumienia, poszerzania doświadczenia kognitywnego; wytrąca nas z, jak mówi profesor, „demoralizującego komfortu” i zasiedzenia, poszerzając w ten sposób pole wolności. Fikcja autorska i wyobraźnia czytelnicza są zdolne przekroczyć zastane ograniczenia; na różne sposoby zaprzeczyć rzeczywistości i nadać życiu intensywność. Dzięki nim możemy się stać „władcami światów w łupinie orzechów”, lecz także, celowo lub bezwiednie, transferować fikcyjne zdarzenia poznawcze do rzeczywistości.
Sposób w jaki Koziołek mówi o literaturze można przyrównać do międzyludzkiego, emocjonalnego laboratorium. Dzięki empatycznemu towarzyszeniu bohaterom literackim (także tym, których nie lubimy), pozbywamy się zasiedzianego egoizmu, a zaobserwowane wzorce możemy później odtwarzać w codziennym, realnym życiu.
Podobnie rzecz ma się ze słowami, zdaniami i zdolnościami narracyjnymi. Literatura dostarcza nam gotowych kwestii, argumentów i wniosków, dzięki którym jesteśmy lepiej przygotowani do codziennych sytuacji. Trenujemy się w czasie czytania, by potem nie musieć eksperymentować (lub też: mieć odwagę, by eksperymentować) na naszym życiu. W ten sposób literatura daje nam pewność siebie, pozwala „przerobić” sytuacje i przeżyć inne życia, a także zaczerpnąć umiejętności myślenia narracyjnego, nieodzownego dla nazywania, rozumienia i opowiadania procesów dziejących się w świecie.
Co zatem robi z nami literatura? Zachęca do podejmowania wysiłku rozumienia fikcji; fikcji, która pozwala zrozumieć nieskończone możliwości wyobraźni, lecz także ograniczenia wynikające z kondycji ludzkiej. Daje nam wolność bycia latającą rybą.
Źródła:
youtube.com/Tygodnik-Polityka; youtube.com/mała-literackam; kulturaliberalna.pl; dostęp: 28.03.2026.
R. Koziołek, Dobrze się myśli literaturą, Wołowiec 2016.