Starając się zmieniać szkoły na lepsze, szukamy takich, którym się to udało. Szkoły, które stosują w praktyce to, co teoretycznie wiemy – o neurobiologicznych podstawach uczenia się, o konieczności dbania nie tylko o wykształcenie akademickie, ale o dobrostan uczniów, o uczeniu (się) w czasach rewolucji technologicznej, o wpływie muzyki i znaczeniu snu. Miałam przyjemność odwiedzić taką szkołę w ramach tzw. Job-shadowing w ramach programu mobilności Erasmus+.
Duńska efterskole
Efterskole to duński wynalazek. To dodatkowa, opcjonalna szkoła, do której można pójść najwcześniej po siódmej, a najpóźniej po dziewiątej klasie szkoły podstawowej – odpowiednio do klasy ósmej, dziewiątej i dziesiątej. Można w niej spędzić od roku do trzech lat, choć ze względu na wysokie koszty zwykle jest to tylko jeden, najczęściej ten dodatkowy, dziesiąty rok edukacji podstawowej. Takich szkół jest w całej Danii ponad 240 i trafia do nich ok. 20% młodych Duńczyków. Liczby te jednak sukcesywnie rosną, ze względu na coraz większą popularność efterskole.
Efterskole cieszą się dużą swobodą, jeśli chodzi o dobór przedmiotów, metod nauczania i poglądów politycznych, pedagogicznych czy religijnych. Szkoły te są płatne i potrafią być bardzo drogie, co w państwie opiekuńczym, jakim jest Dania, gdzie cała edukacja jest darmowa, a wszyscy studenci otrzymują stypendia, żeby nie musieli dzielić czasu na naukę i pracę, jest ewenementem. Czesne waha się zwykle w okolicach 50-100 tysięcy koron (6 690 – 13 380 euro) rocznie, część z tej kwoty pokrywa państwo, a dopłata zależna jest od dochodów rodziców.
Spir Efterskole
Podobnie jak większość efterskole, Spir Efterskole położona jest z dala od dużych ośrodków miejskich. Żeby tu dotrzeć z lotniska w Billund jedziemy kolejno autobusem, pociągiem i ostatni odcinek – samochodem. A to tylko nieco ponad 60 km. W miejscowości jest tylko kilka domów, prom, nieczynna kawiarnia i szkoła. Spir Efterskole zachwyca od pierwszego wejrzenia – ogromny, zadbany budynek, przeszklone pracownie i stołówka, dwie pełnowymiarowe sale gimnastyczne, przyjemnie zagospodarowany teren wokół. Ale jest luty, więc zdecydowaną większość czasu spędzamy wewnątrz.
Przestrzeń
Ogromne okna, wykładziny na podłogach i łatwe do przestawiania meble jakby od różnych kompletów, chyba najbardziej rzucają się w oczy. W korytarzach stoją pufy, kanapy, nietypowe siedziska, można je dowolnie zsuwać i przestawiać, podobnie jak krzesła i stoliki w salach lekcyjnych. Blaty stołów pokryte są ciemną farbą i pisze się po nich kredą. To takie proste i praktyczne rozwiązanie! Szybka notatka z matematyki „na brudno” – kredą na ławce. Podpisy menzurek i probówek na chemii – wystarczy podpisać ławkę w miejscu, gdzie stoją. Notowanie punktów w czasie gry – szybka tabelka narysowana kredą na ławce załatwia problem. Jeśli notatka będzie później potrzebna, zawsze można zrobić jej zdjęcie.
Poza ruchomymi meblami i nie przytłaczającą ilością prac plastycznych na ścianach, jest raczej pusto. Nie ma ogromnych biblioteczek pełnych pomocy dydaktycznych, książek i podręczników. Oprócz niewielkiej, wydzielonej z korytarza „świetlicy”, nie widać raczej miejsc z książkami. W ogóle, jak na szkołę, bardzo mało tu papieru. Nie ma ani podręczników, ani zeszytów, ani kserówek. Młodzież chodzi z laptopami i telefonami, materiały do zajęć dostępne są online, notatki powstają na komputerach lub n są telefonami w formie videonotatek (np z eksperymentów w trakcie zajęć z chemii).
Zachwyca nas zaplecze sportowe – dwie hale sportowe, kort do tenisa, siłownia. Do tego po drugiej stronie uliczki zatoka, w której można uprawiać sporty wodne: żeglowanie, nurkowanie, kitesurfing. Sale gimnastyczne co wieczór zapełniają się młodymi ludźmi. Ćwiczą solo i w grupkach. Niektórzy są tu właśnie ze względu na sport.
Organizacja
W Spir Efterskole mieszka i uczy się prawie 250 młodych ludzi, większość jest w dziesiątej klasie, ale są też uczniowie klas ósmej i dziewiątej. Mieszkają w budynku szkoły i drugim, po przeciwnej stronie wąskiej uliczki, większość w pokojach czteroosobowych. Dwa razy w semestrze zmieniają pokoje i współlokatorów, żeby poznać i zżyć się z różnymi osobami.
Uczniowie sami dbają o swoje rzeczy i przestrzeń wspólną. Codziennie mają wyznaczony czas na sprzątanie, oprócz tego w ciągu roku każdego czekają trzy tygodnie dyżurów: w kuchni, w stołówce i przy sprzątaniu szkoły. W czasie tych dyżurów uczniowie zwolnieni są z części zajęć.
Dzień w szkole zaczyna się niezbyt wcześnie. Jak podkreślają nauczyciele – wynika to z dbałości o dobrostan uczniów i świadomości, że nastolatki mają przesunięty rytm dobowy i źle funkcjonują wcześnie rano. Obowiązkowo uczniowie z samego rana wyruszają na spacer lub bieg po okolicy. Po powrocie jedzą śniadanie w stołówce. Śniadanie wydawane jest przez półtorej godziny, koniec sygnalizowany jest przez włącznie umówionej piosenki – zanim się skończy, wszyscy uczniowie odnoszą talerze i kubki i opuszczą stołówkę. Jeszcze parę minut organizacyjnych i o 10:00 zaczyna się dzień szkolny. Pierwszym punktem jest zebranie całej społeczności szkolnej w jednej z sal gimnastycznych. Tu omawiane są bieżące sprawy, wygłaszane mowy motywujące, jest wspólne śpiewanie, tańce, warsztaty – w zależności od dnia i potrzeb. Po skończonym spotkaniu uczniowie rozchodzą się do sal.
Klasy są duże – ok. 30 uczniów, ale zajęcia prowadzi dwoje nauczycieli. Wymieniają się w prowadzeniu głównej części zajęć, w czasie pracy w mniejszych grupach krążą po sali. Zajęcia prowadzone są w dwuipółgodzinnych blokach, wyraźnie zarysowują się różne części zajęć – powtórzenie materiału (np. w formie gamifikacji na zajęciach z duńskiego czy walk and talk w parach i opowiadaniu sobie o tym, co się pamięta z poprzedniej lekcji angielskiego), wprowadzenie nowego materiału (zwykle nauczyciele mają coś, co przyciąga uwagę uczniów – pęczek koperku na matematyce, widowiskowy eksperyment na chemii) oraz praca w mniejszych grupach nad nowym materiałem. Co ciekawe, to nauczyciele przypisują uczniów do grup, zwykle już przy wejściu do klasy wyświetla się informacja, kto siada przy którym stoliku i z kim będzie dzisiaj pracował. Na zakończenie – zwykle coś lżejszego. Gra lub prezentacja efektów pracy w grupie.
W międzyczasie pojawiają się przerywniki ruchowe, „brain breaks” w różnej formie. Jeśli ktoś jest głodny, może skoczyć do stołówki po owoce lub kanapkę. Nauczyciele uważnie obserwują uczniów i jeśli widzą „zmęczenie materiału”, proponują ruch.
Co rzuca się w oczy (i uszy!) to to, iż żadna wypowiedź na forum nie pozostaje niezauważona. Nauczyciel po każdej wypowiedzi ucznia dziękuje i inicjuje reakcję grupy – trzy pstryknięcia palcami, trzy klaśnięcia albo dwa tupnięcia i klaśnięcie – wykonane przez trzydzieści osób daje przyjemne poczucie bycia dostrzeżonym i usłyszanym. W czasie naszego kilkudniowego pobytu słyszeliśmy kilkanaście wariacji tego podziękowania.
Po pierwszym bloku zajęć czas na lunch. Trzeba na niego przyjść punktualnie, o 12:50 drzwi do stołówki zamykane są na klucz. Kiedy w stołówce zapanuje absolutna cisza (a trwa to ledwie chwilę, mimo że jest tu ponad 200 osób), kucharz mówi o tym, co dziś jemy. Po tej informacji drzwi otwierają się i spóźnieni mogą dołączyć. Posiłki są zdrowe, zbilansowane, dużo w nich dań pieczonych i surowych warzyw. Jest kolorowo i pysznie!
Koniec obiadu obwieszcza dzwon – jak w teatrze, po trzecim dzwonku wszystkie brudne naczynia lądują w wydzielonych miejscach, a uczniowie sprawnie wychodzą. Zaraz drugi, ostatni blok zajęć.
Lekcje kończą się ok. 16, znowu można coś przekąsić i zająć się sprzątaniem i praniem. Ok. 18:00 czeka nas jeszcze kolacja na ciepło (podawana w podobnym rygorze, jak lunch), potem jest czas wolny, w czasie którego wielu uczniów wykorzystuje go na sporty, kto chce, może też sięgnąć po książki i planszówki ze „świetlicy”, część uczniów scrolluje telefony.
Telefony mają swoje specjalne szafeczki nocne – o 22:00 wszystkie muszą się w nich znaleźć, podłączone do ładowarek, na nocny odpoczynek. Na dodatek o 23:30 w całej szkole wyłącza się internet.
Środy to dni specjalne. Nie ma wtedy lekcji, a po zebraniu społeczności uczniowie przechodzą do zajęć z wybranego przez siebie modułu. Mogą to być sporty wodne, zajęcia plastyczne, teatralne, gotowanie. Raz na sześć tygodni (w takich cyklach pracuje szkoła, co sześć tygodni zaplanowany jest odpoczynek) w środę odbywają się warsztaty z edukacji seksualnej. Rozmawia się o chorobach przenoszonych drogą płciową i ich zapobieganiu, o faktach i mitach związanych z seksualnością człowieka, o świadomej zgodzie. Warsztaty prowadzą wszyscy nauczyciele, nie ma specjalnej „pani od seksu”, a rozmowy wydają się być swobodne i niespecjalnie krępujące dla uczestników.
Tym, co zdaniem Duńczyków wyróżnia ich szkoły, to indywidualna relacja ucznia z nauczycielem. Każdy z nauczycieli w Spir efterskole ma około 12 wychowanków – uczniów, z którymi ma najbliższy kontakt i, z których rodzicami współpracuje. To, że grupy wychowawcze są niewielkie jest jednym z czynników. Drugim jest to, że w szkołach z zakwaterowaniem uczniowie nie mają gdzie się ukryć ze swoimi emocjami. Nauczyciele są z nimi w dobrych i złych chwilach, lepszych i gorszych nastrojach, o każdej porze dnia i nocy, poznają ich więc również w innych, pozalekcyjnych kontekstach. Wzajemną bliską relację ułatwia też fakt, że w Danii nie ma dużego dystansu między nauczycielami a uczniami, wszyscy są ze sobą po imieniu. W Spir efterskole obserwowaliśmy też dużą bliskość – nie tylko przybijanie piątek przy wejściu do klasy (co samo w sobie jest super!), ale też spontaniczne dotknięcia i przytulenia. Jak mówią nauczyciele, niejednokrotnie znają swoich uczniów lepiej, niż ich rodzice.
Tydzień minął niepostrzeżenie, jednak wrażenie, że zajrzeliśmy do naprawdę niezwykłej szkoły – pozostało. I jeszcze, że tu w rubryce “profil absolwenta” można wpisać po prostu: “szczęśliwy człowiek”.