Wielokwiatowy, akacjowy, gryczany, kasztanowy, rozmarynowy. Większość z nas lubi miód. Jak często jednak zastanawiamy się, w jaki sposób trafia on na nasze stoły? Albo nad niesamowitością pszczół — niewyczerpanych pracownic, wytwórczyń? Jakiś czas temu miałam okazję wraz z rodziną odwiedzić muzeum miodu Plattner Bienenhof (Ritten, Południowy Tyrol), w którym z malowniczo położonej, interaktywnej ścieżki edukacyjnej dowiedzieliśmy się jak widzą, słyszą i tańczą pszczoły, zostaliśmy oprowadzeni po 600-letniej tyrolskiej chacie przez pana Marca, który w pasjonujący sposób przeprowadził nas także przez świat ciężkiej pracy pszczół, pszczelarzy oraz właściwości miodu; zasmakowaliśmy wielu rodzajów miodów i lokalnych produktów wytwarzanych na jego bazie.
Niewielkie muzea czy przestrzenie edukacyjne, prowadzone przez ludzi z pasją (którzy umieją tą pasją zarażać) to prawdziwe perełki na mapie ciekawości. Jak widać na przykładzie odwiedzonego przez nas muzeum miodu, często potrzeba naprawdę niewiele. Wystarczyło kilka drewnianych tabliczek i zorganizowanie wokół nich krótkiej gry terenowej z zagadkami do rozwiązania. Dopełnienie stanowiła skromna opowieść człowieka o niezwykle rozległej wiedzy oraz stymulacja zmysłów smaku i zapachu — skupienie nagrodzone kapką słodyczy wystarczyło, by całą rodziną spędzić na tej niewielkiej przestrzeni kilka godzin wczesnego popołudnia — i po tak długiej wizycie wciąż odczuwać niedosyt.
Edukacja pszczelarska, wiedza o pszczołach, czyli czego właściwie dowiedzieliśmy się w Plattner? Przede wszystkim zrozumieliśmy, jak ogromnie dużo pracy stoi za słoikiem miodu, który jako konsumenci możemy kupić w sklepie czy u lokalnego sprzedawcy — pracy niewidzianej i niedocenianej, bo w dużej mierze nie wykonywanej przez człowieka. Za to świetnie pomyślanej, zorganizowanej tak, jak tylko sama natura potrafi. Pszczoły rodzą się właściwie tylko po to, by pracować, a ich praca przekłada się także na przedłużanie gatunku; warto mieć na uwadze, że jedząc miód, zjadamy sens czyjegoś życia, sens życia mnóstwa niezwykle inteligentnych i oddanych swojemu zadaniu istot.
W skład pszczelej rodziny wchodzą zazwyczaj: jedna królowa, od 40 do 80 tysięcy żeńskich pszczół pracownic oraz od 500 do 2000 trutni, osobników męskich bez żądła, których jedynym zadaniem jest gromadzenie się w stadkach i zapłodnienie królowej. Królowa opuszcza ul tylko raz w życiu i tylko w jednym celu — musi odnaleźć grupkę trutni i przyjąć ich nasienie. Pojedyncze zapłodnienie wystarcza jej na całe, kilkuletnie (może dożyć nawet 6-8 lat) życie i złożenie trudnej do wyobrażenia liczby jajeczek, dochodzącej nawet do 3000 na dobę, które mogą ważyć łącznie niemal tyle, co ona sama.
Zadaniem żyjących latem jedynie kilka tygodni (zimą, przy mniejszym natężeniu pracy okres ten wydłuża się do kilku miesięcy) pszczół pracownic, jest znoszenie do ula nektaru w celu ochrony jajeczek oraz umocnienia i rozbudowy domu. Są gotowe do pracy niemal natychmiast po wydostaniu się z komórki, nie od razu jednak wylatują z ula i zbierają nektar. Muszą przejść całą drogę zawodowego awansu. Zaczynają od sprzątnięcia własnej komórki, z której się wykluły, przygotowując w ten sposób miejsce na kolejne jajeczka; następnie przechodzą stadium nieuzbrojonych jeszcze w żądło karmicielek, budowniczych ula i magazynierek, by dopiero po trzech tygodniach opuścić ul i zacząć poszukiwania roślin do zapylenia.
Niesamowity jest sposób odbioru świata zewnętrznego przez pszczoły oraz używane przez nie sposoby komunikacji. Widzą zupełnie inaczej niż ludzie, mają oczy składające się z wielu komórek, które można porównać do pikseli, czułych na ultrafiolet, pozwalających na wykrywanie ruchu i sprawną nawigację w locie oraz bezbłędne i szybkie docieranie do źródła pokarmu. Porozumiewają się ze sobą za pomocą sygnałów tanecznych, specjalnych układów, których sposób wykonywania przekazuje istotne informacje. Na przykład bardziej doświadczone pszczoły wskazują na obecność pożądanego nektaru na danym obszarze. Pojedyncza pszczoła zazwyczaj wybiera na całe życie jeden rodzaj kwiatów do zapylania; w ten sposób otrzymujemy różne rodzaje miodów. Przykładowo: w okolicy ula rosło dużo mleczy, pszczoły wybierały więc w dużej mierze tę roślinę. Po zebraniu plastrów z ula, pszczelarz ocenia jego skład. Jeśli zawiera w sobie ponad 45% substancji z danej rośliny, można nazwać go miodem z tejże. Jeśli mieszanina jest zbyt duża i żadna z roślin nie dominuje — otrzymujemy miód wielokwiatowy.
Po wizycie w muzeum Plattner Bienenhof, trudno będzie mi już kiedykolwiek pomyśleć o miodzie inaczej niż poprzez perspektywę tego miejsca. Rozumiejąc, jak wiele pracy wymaga wyprodukowanie jednego plastra, tym bardziej istotne wydaje się zwracanie uwagi na to, skąd pochodzi miód, który kupujemy. Warto sprawdzać miejsca, pasieki, poszukać lokalnych dostawców i unikać miodów przemysłowych, w nieetyczny sposób wykorzystujących pracę tysięcy żywych istot. A przy okazji — być może — uda się natrafić na miejsce, które oprócz samej słodyczy dostarczy również możliwości nauki i poznania pszczelarskiego świata.