Nie da. Dlatego potrzeba krótkiej rewizji starych metody i zrozumienia dla nowych potrzeb. W pierwszej części tekstu opisywałam podstawowy podział na pokolenia przyjęty po drugiej wojnie światowej oraz zachodzące obecnie kulturowe i biologiczne zmiany, które w szybkim tempie przedawniają stare wartości. Są one w dużej mierze związane z ogromnym wpływem nowych technologii na nasze życie i spowodowane nim odmienne postrzeganie rzeczywistości.
Co na to szkoła?
Czy szkoła zauważa zachodzące zmiany? I w jaki sposób na nie reaguje? Zmieniająca się percepcja uwagi, szybka dezaktualizacja wiedzy i jednocześnie jej łatwa dostępność, równoległe życie w internecie są czynnikami, których nie da się zignorować; nie sposób już dłużej bronić starych metod i nie zadawać sobie trudu ich przeformułowania.
W mózgach zetek widoczne są wyraźne różnice strukturalne, które niebagatelnie wpływają na ich sposób przyswajania wiedzy. Większość osób z tego pokolenia ma znaczenie lepiej rozwinięte przyswajanie wizualne niż słuchowe; tradycyjny, nie zniuansowany wykład traci zatem na skuteczności. Zamiast tego wzmocnione są bez wątpienia interaktywne funkcje poznawcze, ważne jest aktywne uczestnictwo, praca projektowa.
Młode pokolenie jest skuteczniejsze w multitaskingu, czy raczej przełączaniu się między zadaniami; opłacone jest to jednak szybszą dekoncentracją oraz tak zwanym zespołem nabytego deficytu uwagi. Przysparza to wiele problemów przede wszystkim przy analizie trudnych, skomplikowanych treści i powoduje potrzebę nadmiernego upraszczania. Osoby starsze przyzwyczajone są do równania: ważne i profesjonalne = trudne i skomplikowane. Młodsi tymczasem znacznie częściej dowiadują się o istotnych rzeczach na przykład z mediów społecznościowych, krótkich postów lub rolek, które w razie potrzeby można odtwarzać nieskończenie wiele razy. Przekazywane z pokolenia na pokolenie książki kucharskie, zmieniły się w krótkie, urozmaicone filmiki z przepisami, na których w ciągu minuty powstaje prosty, kolorowy, pełnowartościowy posiłek. A żeby samemu taki ugotować, wystarczy zapisać i kilkukrotnie obejrzeć rolkę.
Dla mózgów przełączających się nieustannie z myśli na myśl, z zadania na zadanie, przyzwyczajonych do kilkunastosekundowych, krótkich komunikatów, skupiających w sobie esencję zagadnienia, niezwykle trudny staje się krytyczny odbiór komunikatów. Taki kontakt z rzeczywistością w bardzo łatwy sposób prowadzi do generalizacji, niezauważania niuansów, ignorowania złożoności zagadnienia. Ważnym zadaniem szkoły wydaje się zatem zachęcanie do nieustannego ćwiczenia tego mięśnia; podejmowanie namysłu nad zagadnieniami staje się jeszcze istotniejsze niż samo zapamiętywanie faktów.
Z drugiej jednak strony możliwość sprawdzenia potrzebnej informacji w internecie oraz długotrwałe wystawienie na stres, wynikający z przebodźcowania, stale podniesiony poziom kortyzolu powodują znaczne pogarszanie się pamięci. Ewolucyjnie reakcja stresowa była niezastąpiona, instynktownie uciekaliśmy w obliczu zagrożenia. Obecnie podwyższony kortyzol nie jest powodowany realnym zagrożeniem, przez co zazwyczaj nie ma jak się rozładować, obniżyć, co w efekcie prowadzi do wyniszczającego dystresu. W organizmie wystawionym na długotrwały stres ubywa komórek nerwowych oraz połączeń między nimi, co pogarsza zdolność zapamiętywania, zmniejsza pojemność pamięci oraz utrudnia konsolidację wiedzy. Dlatego również, wbrew powszechnym opiniom i niechęci do uczenia się różnych rzeczy na pamięć („przecież mogę to łatwo sprawdzić”, „po co mi znać na pamięć wiersze”), szkoła wciąż powinna dbać o odpowiednią gimnastykę umysłu.
W jaki sposób pomóc uczniom i uczennicom organizować wiedzę? Jak zapobiegać szybkiemu rozpraszaniu i przełączaniu uwagi? Przede wszystkim stosować od dawna znaną zasadę oddziaływania na więcej niż jeden zmysł oraz utrzymywać szybkie tempo przekazywania informacji. Warto modulować głos, używać gestów oraz dbać o estetykę treści wizualnych. Mózgi zetek potrafią dosłownie zaciemnić, wyciąć część odbieranego obrazu, gdy jest on nieinteresujący. Ponadto czyta łatwiej to, co znajduje się na środku kartki czy ekranu, często ignorując to, co znajduje się na marginesach, zatem umieszczanie uwag na wypracowaniach lub ważnych ramek na rogach stron w podręcznikach może okazać się przeciwskuteczne, a dla młodych osób – co najmniej nieintuicyjne. Zetki czytają szybciej, ale mniej dokładnie, skupiając się przede wszystkim na meritum wiadomości. Co więcej, wbrew pozorom struktura składająca się z tytułów, podtytułów i punktów niekoniecznie jest dla nich oczywistym sposobem organizacji tekstu czy notatek; najłatwiej jest przeczytać ruchomy tekst, taki, który można przescrollować. Dlatego też czytanie przydługiego wstępu do maila od wykładowcy czy nawet przedmowy, dodatków, omówienia do książki staje się nie lada wyzwaniem, a często sprowadza się raczej do poszukiwania słów kluczy. Trudno się dziwić takiemu stanowi rzeczy. Gdy szuka się w internecie najprostszej informacji, czyta się jakikolwiek artykuł w mediach informacyjnych – najczęściej najpierw trzeba zamknąć kilka wyskakujących okienek, zignorować pięć ruszających się reklam i przescrollować stronę na dół, gdzie na samym końcu znajdziemy zdania z interesującymi nas treściami. Co więcej, obserwuje się u młodych ludzi zawężoną percepcję wzrokową, czego przyczyną są prawdopodobnie małe ekrany smartfonów, w które przeciętny osiemnastolatek wpatruje się od czterech do siedmiu godzin dziennie. Konsekwencje widoczne są nie tylko przy okazji czytania czy korzystania z podręcznika, lecz także w wielu innych momentach życia. Na przykład przy jeździe samochodem – nowoczesne auta nie bez powodu wyposażane są w coraz więcej różnego rodzaju czujników parkowania i kamer.
Co z czytaniem?
W odpowiedzi na zmieniające się zdolności percepcyjne uczniów często słyszy się następujące stwierdzenie: skoro jest za trudno, to trzeba przekazywane treści uprościć (tym zajmuje się na przykład ruch prostego języka – formułuje zasady, które uprzystępniają zrozumienie niepotrzebnie zawiłych dokumentów), a czytanie ze zrozumieniem ćwiczyć na tym, co w życiu najpotrzebniejsze: umowach, rachunkach, pismach.
Już sama próba przekonania, że w życiu najbardziej przydają się umowy i rachunki przyprawia o ciarki na plecach. Pomysł upraszczania, sprowadzania złożonych komunikatów i treści do słów kluczy wydaje się również sporym nadużyciem. Czy naprawdę chcemy z „Lalki” zapamiętać tylko tyle, że Wokulski jest stalkerem, a Rzecki to boomer-fanboy Napoleona? Młodzi ludzie rzeczywiście nie czytają liniowo tak sprawnie, jak osoby urodzone w poprzednich pokoleniach, jednak wydaje się, że podobnie jak w przypadku pamięci – należałoby raczej ćwiczyć koncentrację niż zatrzymywać się na przystanku słabych opracowań.
Pomocne mogą się w tym przypadku okazać audiobooki, które siłą rzeczy prowadzą słuchaczy przez historię w taki sposób, w jaki została ona rzeczywiście napisana, pomyślana. Jednoczesne słuchanie i patrzenie w tekst odpowiada na potrzebę dostarczania więcej niż jednego bodźca jednocześnie. Dzięki nim możliwe jest też zapoznanie się z treścią książki dwukrotnie – najpierw słuchając, następnie czytając (lub odwrotnie), co na pewno stanowi świetne ćwiczenie skupiania uwagi, utrwala poznawaną fabułę, pozwala na jej lepsze zrozumienie.
Postawa w szkole, nastawienie do pracy. Czy dobry uczeń będzie dobrym pracownikiem?
Najstarsze pokolenia, dorastające w czasach niebezpieczeństw i niedostatku, nauczone są współpracy i kooperacji; razem łatwiej im było przetrwać. Dla osób z pokolenia X czy Y znaczące są bliskie relacje oraz lojalność, także w pracy. Z tego powodu gotowe są one przedłożyć większe dobro (firmowe, rodzinne) nad własne. Rzadko zmieniają zawód czy miejsce pracy, co znacząco odróżnia ich od nastawionych na indywidualny rozwój i samorealizację młodszych pokoleń, dla których przebranżowienie czy zmiana pracy to chleb powszedni.
Najmłodsi stoją za to przed kolejnym wyzwaniem: przygotowują się do rynku pracy, który jeszcze nie istnieje lub zmienia się niezwykle dynamicznie ze względu na pojawienie się sztucznej inteligencji. Część tradycyjnych zawodów może zaniknąć, część znacząco się przekształcić, stąd potrzeba dostosowania charakteru zdobywanej wiedzy i umiejętności do zupełnie nowych okoliczności.
Nasuwa się więc pytanie: czy dobry uczeń tradycyjnej szkoły będzie również dobrym pracownikiem – na nowym rynku? Wartości przekazywane na lekcjach, takie jak wspólny kanon kulturowy bardzo łatwo zakwestionować. Stres powodowany przez szkołę dokłada swoją cegiełkę do przewlekłego dysstresu, a tym samym przedwczesnego wypalenia. Badania pokazują, że ze względu na nie obniżający się poziom kortyzolu, młode osoby wchodzące na rynek pracy są często od razu na podobnym poziomie zawodowego wypalenia, co ich czterdziestokilkuletni współpracownicy.
W ramach podsumowania, chciałabym wrócić do pytania wyjściowego: czy szkoła da radę zatrzymać czas? Należałoby je doprecyzować i zapytać: który czas? Albo: czyj czas? Osoby powyżej pięćdziesiątego roku życia odbierają upływający czas znacznie szybciej niż osoby poniżej trzydziestki. Mamy więc zupełnie inne punkty odniesienia. Istnieje tak zwana zasada szóstek: jeśli dziecko ma sześć lat i wyjeżdża na tygodniowe kolonie, to są one dla niego sześciokrotnie dłuższe, niż dla jego sześćdziesięcioletniej babci, która odprowadziła go na zbiórkę. Dodatkowo należy oczywiście uwzględnić indywidualną percepcję czasu, związaną z emocjami i wydarzeniami dookoła. Obiecany za rok awans, może się okazać niewyobrażalnie długim czasem nie do wytrzymania. Zapowiedziany na za miesiąc sprawdzian – perspektywą tak odległą, że nie warto się nią wcześniej nawet zajmować. Aż wreszcie – spędzane w szkole lata, są dla przeciętnego ucznia znacznie dłuższe niż dla nauczyciela. Czas (podobnie jak wiek) jest wartością względną i jestem pewna, że jego duch jest otwarty na negocjacje.
Źródło: Joanna Frączek-Broda, Vagabunda, czyli dźwiękowa podróż po różnorodności; https://fraczekbroda.pl;