Pochwała prostoty. O Helence, która nie chodziła do szkoły Anny Marszałek

Agnieszka Piwowarczyk
0 komentarze

W ciągu ostatnich ośmiu lat przeczytałam mnóstwo książek, których adresatami są przedszkolniaki czy wczesnoszkolniaki. Choć i tryb lektury (czytanie na głos, wobec ustawicznie  powiększającego się dziecięcego audytorium), i jej charakter (rozwojowy czy przedspaniowy) znacząco różniły się od tego, jaki znałam jako polonistka i „badaczka literatury” – to w zasadzie zawieszenie profesjonalnej perspektywy póki co wcale mi się nie udało (choć w przypadku niektórych pozycji lekturowych bardzo bym sobie życzyła nie mieć żadnej świadomości i żadnych kompetencji krytycznych…). Niewiele w tym czasie odkryłam takich pozycji, które podobałyby się jednocześnie i słuchaczom, i lektorce – niewątpliwie jednak opowieść Anny Marszałek O Helence, która nie chodziła do szkoły znalazłaby się na liście książek szczególnie wartych polecenia i dzieciom, i czytającym im dorosłym.

Przede wszystkim jest to książka pięknie wydana, ale też naprawdę porządnie zredagowana – co w dobie selfpublishingu zdarza się niestety coraz rzadziej. Najczęściej pozycje firmowane nazwiskami rozmaitych osobowości internetowych są raczej bylejakie zarówno pod względem formy, jak i treści. Tymczasem opowieść Helenki jest nie tylko zilustrowana ze smakiem i umiarem przez Antoninę Chmielewską-Meryndę, ale też profesjonalnie przygotowana do druku (moje złośliwe oko nie wyłapało mimo wielokrotnej lektury ani jednego brakującego przecinka!) i wydrukowana (na porządnym papierze i z dbałością o introligatorskie detale). Gdybym miała się czepiać, to zwróciłabym uwagę jedynie na pozostawione na końcu linijek przyimki, spójniki czy partykuły – ale najpewniej mało kto zwraca uwagę na tego rodzaju detale, więc można uznać to za naprawdę mało znaczącą usterkę.

Szczególnie trafiony wydaje się wybrany przez autorkę sposób prowadzenia narracji – bo choć tytuł zdaje się sugerować, że o tytułowej bohaterce będzie opowiadał ktoś inny, to jej codzienność wpisaną w rytm zmieniających się pór roku opisuje sama Helenka. Warto przy tym zaznaczyć, że jej perspektywa jest naprawdę dobrze wyważona – opowieść nie jest ani infantylna, ani “udoroślona”, więc faktycznie ma się możliwość przyglądania się światu widzianemu oczami rezolutnej siedmiolatki, a także poznania jej przekonań, wątpliwości i refleksji. Gdy czytam tę książkę z córkami, z których część jest w podobnym do bohaterki wieku, często słyszę komentarza o tym, że Helenka wydaje im się do nich podobna, ale też i takie sugerujące, że one jednak mają trochę inaczej – co niekiedy staje się pretekstem do rozmowy o różnych stylach życia i sposobach postrzegania rzeczywistości. 

Bohaterka książki Anny Marszałek jest bowiem zwyczajną-niezwyczajną dziewczynką, której codzienność odznacza się pewną przewidywalnością i prostotą, co nie oznacza wcale, że brakuje w niej miejsca na niezwykłe (choć nie fantastyczne!) doświadczenia. Dla mnie to przesłanie to zdecydowanie największy walor tej książki – przypomina mi jako mamie, że naprawdę nie trzeba nie wiadomo czego, by dobrze żyć z dziećmi. Z tego właśnie powodu sięgam po tę opowieść często, a szczególnie wtedy, gdy pod wpływem różnych podpowiadaczy i instruktorów specjalizujących się w wychowaniu czy rozwoju dziecka wpadam w macierzyński popłoch (więcej! szybciej! bardziej! jeszcze to! i tamto!)  i zaczynam podważać swoje intuicje i wybory, sprowadzające się właściwie do przekonania, że zarówno dzieciom, jak i rodzicom potrzeba naprawdę mało i możliwie prosto, by dobrze razem żyć.

Książkę polecam więc nie tylko do czytania z dziećmi, ale i do rodzicielskiej biblioterapii – 

a warto po nią sięgnąć właśnie teraz z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, opowieść Helenki zaczyna się właśnie jesienią, więc może szczególnie dobrze towarzyszyć codziennym zajęciom i obserwacjom. Po drugie zaś, wkrótce ma się pojawić kolejna część serii, w której dziewczynka będzie opowiadać o przygotowaniach do Pierwszej Komunii wpisanych w rytm roku liturgicznego. 

Jeśli więc szukacie ciekawej historii pozbawionej zbędnej niesamowitości, opowieści innym sposobie przeżywania codzienności, prostej historii nie tylko o edukacji domowej (na przykład do podsunięcia zdezorientowanym ciotkom czy zaniepokojonym dziadkom) albo po prostu przyjemnej, kojącej lektur – książka Anny Marszałek jest pozycją zdecydowanie wartą polecenia.

Anna Marszałek, O Helence, która nie chodziłą do szkoły, wyd. Niebieska Weranda, Kraków 2025 (https://niebieskaweranda.pl/). 

Może Cię zainteresować:

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić Twoje wrażenia. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuje Przeczytaj więcej

Polityka prywatności

Weź udział w II Unconference e:mi!

⏰ 11 maja, 18.00
📍 Widzimy się na Zoom!

Udział bezpłatny · limit 100 miejsc