Dyskusja na temat diagnoz osób neuroróżnorodnych, w szczególności u dzieci, jest bardzo żywa. „Władzy diagnoz“ sprzeciwia się w książce Wczoraj byłaś zła na zielono Eliza Kącka, prozaiczka, literaturoznawczyni, wykładowczyni uniwersytecka, na której zajęcia miałam przyjemność uczęszczać. Prywatnie: matka Rudej, nazywanej tak z uwagi na kolor włosów, ale także ze względu na bezkompromisowy charakter. „Oblała pierwszy test przynależności, zaimponowała mi tym kolorem jak decyzją”, pisze o swojej córce Kącka, wpuszczając nas w intymny krąg własnego macierzyństwa, opowiadając o niezwykłej sile i wrażliwości, jakich potrzeba, by funkcjonować w świecie, w którym nie zawsze jest miejsce na odmienność, na „niezachłanne i niepragmatyczne” bycie; na inne sposoby obsługi świata.
Książka porusza kilka ważnych zagadnień: trudność łączenia macierzyństwa z pracą zawodową, relacje rodzinne oraz sposób funkcjonowania rodziny w społeczeństwie, zwłaszcza jej odbiór, wreszcie proces nawiązywania relacji z własnym dzieckiem. Ważnym tematem książki są także słowa i ich ważkość.
Ruda ze światem zewnętrznym zaczyna komunikować się późno, używając niewielu wyrazów, które traktuje raczej jak kod, niż jak przypisane, obarczone regułami składni desygnaty. Wydawać się może, iż posiada ona własny język, z którego co jakiś czas zaskakujące wyrażenia i wizje przedostają się do rzeczywistości. W taki właśnie sposób synestetycznie złoszcząca się na zielono mama, zostaje przezwana Pingwinem i właściwie tylko ona wie, jak zareagować na hasło Lis. Gdy do werbalnej komunikacji wkrada się możliwe nieporozumienie lub nadmiar, Ruda reaguje.
,Waży słowo jak przedmiot. Nie boi się powtórzeń, jakby inwencja była niższym szczeblem gry. Liczy się precyzja w obracaniu w palcach bryły zdania; w szlifowaniu jej za każdym obrotem. To nie fetysz. To szacunek rzeźbiarki dla materiału i zależność od niego. Wcześniej mogłam zaledwie dukać coś akademicko o słowie, ale nie wiedziałam nic o innej gęstości istnienia, tej, w której odbija się jej stosunek do mowy. W naszym świecie nie uprawia się pojęciowej żonglerki, a każde pojęcie, ciężkie jak piłka, może podbić nam oko. Lepiej nie nadużywać słów. “Nie mów już” — upomina, gdy w mojej mowie robi się tłoczno. Zamyka mi dłonią usta, gdy się zapędzam, gdy bawię się dostawieniem kolejnego synonimu, a w jej oczach widzę – dość.
Jeszcze jeden kontekst użycia słów wydaje mi się dla tej książki znaczący. Rozdziały narracyjne, opowiadające o życiu, przeszłości i codzienności matki i Rudej przeplatane są rozdziałami, składającymi się jedynie z cytatów zasłyszanych: Co usłyszałam jako matka. Zamieszczone w nich wypowiedzi przechodniów, lekarzy, sąsiadów z placu zabaw, bliskich, które są do bólu ironiczne, raniące, i zatrzymują w niedowierzaniu ukazując brak społecznego zrozumienia oraz akceptacji różnorodności. Mam nadzieję, że nagroda Nike przyznana w 2025 roku Elizie Kąckiej za Wczoraj byłaś zła na zielono rzuci nowe światło na problem nieproszonego doradzania, niezamierzonej werbalnej przemocy i dostarczy nowego języka do opowiadania wspomnianych już innych sposobów obsługi świata.
Zanim Ruda zaczęła bardziej ochoczo komunikować się ze światem, zanim okazało się, że ma talent do nauki języków obcych, jej sposobem wyrażania tego jak postrzega rzeczy, opowiadania tego, co napotkała – były rysunki.
I jak wszystko co robiła Ruda, były naznaczone intensywnością i niecodziennością:
Królewny przez dwa miesiące malowane […], miały w sobie dzikość, jakiej już nigdy później nie uzyskała i autonomię kreski, z jaką rzadko miałam do czynienia. Nawet dysproporcje pracowały tu na korzyść, więcej, pozwalały przyglądać się rysunkom, jak pracom świadomej brutalistki, artystki warsztatowo dorosłej, zapuszczającej kreowanemu światu bakcyla niedoskonałości. Jej królewny uwspólniały z baśniowym tylko jedno — koronę. Ogrywała ją jednak w sposób tak hardy, że zdawała się grzebieniem bojowym egzotycznego ptaka, irokezem, czułkami kosmitki, na pewno nie insygnium władzy. Wyobraźnia uwolniona.
Uwolniona wyobraźnia, uwolnione lata macierzyństwa, uwolnione słowa. Matka-narratorka odkręca śruby rzeczywistości, przekręca ją o 180 stopni i z pomocą córki skręca na nowo, nie bojąc się utraty gruntu albo niekończących się powtórzeń. Bo świat Rudej opiera się na powtórzeniach, zmiany dopuszczane są jedynie pod pewnymi ściśle określonymi warunkami i muszą być przeprowadzane bardzo powoli. W wykonywanych czynnościach liczą się dokładność i wytrwałość.
Kącka pisze o uporze, z jakim jej córka codziennie rano brała plecak i szła z nim do dziwnie niezrozumiałej dla niej szkoły. Proponuje, by za ten upór wystawić Rudej pomnik. Ja proponowałabym wystawić pomnik również matce — za zaciętość w zgodzie i upór w towarzyszeniu. Nie jestem jednak przekonana, czy którakolwiek z nich byłaby zadowolona z pomnika:
Pani Joanna z przedszkola mówi, że jesteś bardzo dzielna. Znów to słowo. Cieszy mnie ono i smuci jednocześnie, bo dzielni przegrywają. Świat wyczuwa, że nie będą się licytować, że postarają się wytrzymać. […]. Tyle razy przegrałam dzielnością i tym, że świetnie się trzymam. Nie bądź zbyt dzielna, nie wyręczaj ich, proszę.
Doceniajmy dzielność, ale nie polegajmy na niej. Wspierajmy, nie próbujmy ubierać w znane nam gorsety, starajmy się zrozumieć.
Źródło:
Wczoraj byłaś zła na zielono, Eliza Kącka, Kraków 2024.
