Praca, która porządkuje głowę

Izabela Poniatowska
0 komentarz

Do szkoły krętymi ścieżkami

Nigdy nie chciałam być nauczycielką, choć miałam kilka bliskich koleżanek, które już w przedszkolu „prowadziły lekcje” dla swoich lalek, misiów oraz młodszego rodzeństwa. Trochę im zazdrościłam, że od dziecka wiedziały, którędy ma przebiegać ich profesjonalna ścieżka, i konsekwentnie do założonego celu dążyły: zdobywając w pierwszych możliwych terminach kolejne stopnie awansu zawodowego, zyskiwały status „mistrzyń” swojej profesji już około trzydziestego piątego roku życia. 

Znam również osoby, które tuż po studiach zaczęły pracę w szkole – i nie pracowały właściwie nigdzie indziej, choć w młodości niekoniecznie myślały o tym, że przyjdzie im kiedyś zawodowo uczyć innych. Spotkałam także kilka kobiet, które, poświęciwszy się wychowaniu dzieci, wracały do nauczania po wieloletniej przerwie. Podczas studiów podyplomowych (zdecydowałam się na nie   „tak na wszelki wypadek”, pewna, że świeżo zdobyty dyplom trafi do szuflady – i nigdy nie zrobię z niego użytku) zetknęłam się z wieloma osobami, które postanowiły zmienić pracę – i zostać nauczycielami. Była wśród nich i poważna pracownica banku, i bizneswoman – właścicielka kilku firm, i trener fitnessu, i… Moja grupa okazała się nadzwyczaj zróżnicowana. Nie wiem, ile osób rzeczywiście marzyło o byciu nauczycielem, ilu zaś – tak jak ja w tamtym momencie – chciało dołączyć do kolekcji dyplomów kolejny „papier”, ale faktem jest, że rocznik był nadzwyczaj liczny, podczas wykładów zapełnialiśmy całą uniwersytecką aulę.

Półtora roku później skończyłam podyplomowe studia dla nauczycieli bez przygotowania pedagogicznego i… nadal nie chciałam pracować w oświacie. Fascynatki, które bawiły się „w szkołę” jeszcze w powijakach, nie były w stanie mnie przekonać, że warto: pasja, podobnie jak wiara, jest łaską – a ja pasji do nauczania nie doświadczyłam.

Zaczęłam za to uważniej słuchać oraz obserwować tych, dla których praca z dziećmi i młodzieżą nie była, podobnie jak dla mnie, pierwszym wyborem. W końcu, zmęczona ślęczeniem nad dokumentami za biurkiem – zajęciem, które zupełnie nie pasowało do mojego temperamentu (jestem energiczna, cieszy mnie, kiedy coś się dzieje, i lubię pracować z ludźmi), znalazłam ofertę pracy dla polonisty. W publicznej szkole podstawowej pracuję już od jakiegoś czasu. 

Nie od dziewiątej do piątej

Osoby, które pracę w szkole zaczęły tuż po studiach, wracały do zawodu lub zmieniły swoją profesjonalną karierę, by uczyć innych, cenią sobie przede wszystkim stabilność zatrudnienia. Ta stabilność ostatnio niestety wygląda trochę inaczej, gdyż  zdarza się, że nauczycielskie etaty, zwłaszcza te w placówkach publicznych, trzeba składać, prowadzić zajęcia w różnych szkołach, a zdarzać się to będzie pewnie coraz częściej, między innymi ze względu na chwiejną sytuację demograficzną czy podyktowane oszczędnościami w obrębie samorządów łączenie klas. Nie mniej jednak wciąż jest to praca, którą trudno stracić inaczej niż na własne, wyraźne życzenie. Umowę na czas nieokreślony, o którą w innych miejscach trzeba często walczyć latami, nierzadko bezskutecznie, zaproponowano mi w mojej szkole zaraz po zakończeniu stażu. Choć nauczyciele często narzekają na fakt, że ich rzeczywisty czas pracy nie jest właściwie ewidencjonowany (w domyśle: „oraz nagradzany”), warto sobie uczciwie powiedzieć, że ferie, wakacje i długie weekendy to spory bonus (piszę z perspektywy nauczyciela przedmiotowego w szkole publicznej, warto pamiętać, że kwestie czasu pracy są odrębnie regulowane w zapisach Karty Nauczyciela na przykład dla nauczycieli świetlicy czy bibliotekarzy). Monotonia co najmniej czterdziestogodzinnego tygodnia pracy, która dla wielu osób jest po prostu trudna do zniesienia, w zawodzie nauczyciela nie istnieje: nie tylko dlatego, że pracuje się z młodymi ludźmi, nieprzewidywalnymi jak dzisiejsze polskie pogody. Także dlatego, że nauczyciel tak naprawdę sam sobie jest szefem: to ty, pracowniku oświaty, decydujesz, jakich środków użyjesz i w jakiej optyce przedstawisz uczniom omawiane zagadnienia. 

Ucz się, Jasiu –  bo możesz! 

Warto być nauczycielem także dlatego, że wpisany w ten zawód wymóg dokształcania się jest szansą – „szansą”, niekolejnym obowiązkiem – na zdobywanie umiejętności, które przydać się mogą nie tylko w szkole. Ośrodki doskonalenia zawodowego mają w swojej ofercie szkolenia dla pedagogów związane nie tylko z kompetencjami profesjonalnymi, ale także z zagadnieniami z zakresu psychologii, dbania o swój dobrostan psychiczny czy rozwijania kreatywności. Znaczna część tych propozycji jest darmowa, w wielu kursach można uczestniczyć online.

Praca, która porządkuje głowę 

Są takie zawody, gdzie nie można pozwolić sobie na to, by odpuścić czy robić coś na pół gwizdka: należy do nich także profesja nauczyciela. Jeśli czegoś ci się nie chce, jeśli czegoś nie wiesz i, co gorsza, próbujesz maskować swoją niewiedzę, uczniowie to wyczują. Osobiście uważam, że wymóg punktualności wpisany w rytm szkolnej codzienności, odmierzanej kolejnymi dzwonkami na lekcje i przerwy, konieczność trzymania porządku w lawinie zalewających nas kartkówek, sprawdzianów, tak zwanych „materiałów dodatkowych”, myślenie o tym, czy wyglądam na tyle schludnie oraz poważnie, by nie wzbudzać wśród dzieci niepotrzebnego zainteresowania, to ogromne plusy tej pracy. W obecnych czasach, gdy praca zdalna stała się codziennością i wiele firm nie ma nawet planów powrotu do biur, tak zwane „ogarnięcie się” może wiele osób ratować przed depresją. Choćbym nie wiem, jak wielkie miała zmartwienia, muszę je zostawić za progiem szkoły. Moi mali uczniowie liczą na mnie, na moje zdecydowanie i spokój. Szczęśliwie, nie zdarzyła mi się dotąd w szkole (odpukać!) żadna sytuacja naprawdę groźna, ale nawet drobne incydenty (jak bójka uczniów czy klasowa panika z powodu zdezorientowanej osy, która wpadła do sali) pokazuje, że tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.

Kreatywni poszukiwani

I kolejna, być może nie dla wszystkich nauczycieli równie ważna sprawa: praca w szkole uczy nas, w jaki sposób rozumieją świat ludzie młodzi. Dla polonistki jest to szczególnie cenna lekcja: „oczywiste oczywistości” (przydawka, imiesłowowy równoważnik zdania, różnica między uosobieniem a ożywieniem…), które nigdy, z racji uzdolnień językowych, nie sprawiały mi trudności, w sytuacji konieczności wytłumaczenia ich innym zmieniają się w źródło nowych zadziwień i namysłów. Innymi słowy – od kiedy uczę, na nowo zaczęłam zastanawiać się nad tym, co w polszczyźnie piękne i wprawiające w zakłopotanie, logiczne oraz nielogiczne. Myślę, że takie same momenty „zadziwień” przeżywają nauczyciele wszystkich przedmiotów.

Wyżej wymieniona konieczność tłumaczenia uczniom zawiłości języka stała się dla mnie także sposobem na rozwijanie kreatywności: wkręciłam się na przykład w zagadnienia myślenia wizualnego. Staram się (pewnie nie zawsze skutecznie) tak modyfikować nieudane, moim zdaniem, lekcje, by kolejna klasa lub kolejny rocznik dostał ode mnie „ulepszony produkt”. A to wymaga ponownego, gruntownego przemyślenia danej kwestii… i niewątpliwie „podkręca” pomysłowość. Nic dziwnego, że nauczyciele, którzy z jakichś powodów decydują się odejść z zawodu, podobno bez trudu odnajdują się w nowych pracach.

Łyżka dziegciu (musi być)

Oczywiście, w Polsce zawód nauczyciela nie jest prestiżowy: pedagodzy z zazdrością mówią o tym, w jaki sposób funkcjonują szkoły na przykład w krajach skandynawskich. Oczywiście, że frustruje mnie, gdy znana sieć restauracji kusi przyszłych pracowników zarobkami brutto „na wejście” przekraczającymi stawki nauczyciela dyplomowanego. Oczywiście, że po całym dniu pracy z licznymi i niesubordynowanymi klasami nieraz przypominam sobie, że znane powiedzenie: „Obyś cudze dzieci uczył!” zaliczyć należy do kategorii przekleństw, nie błogosławieństw. A jednak na razie nie myślę o zmianie pracy. Może dlatego, że w poniedziałek zrobiłam kartkówkę ze znajomości środków stylistycznych wyjaśnić uczniom różnicę między częściami mowy a częściami zdania na przykładzie klocków Lego. A we środę…

Może Cię zainteresować:

Zostaw komentarz

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić Twoje wrażenia. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuje Przeczytaj więcej

Polityka prywatności

webinar

Nauczyciel

w metodzie Montessori

Bezpłatny webinar, w trakcie którego dowiesz się wszystkiego, co powinieneś wiedzieć będąc nauczycielem Montessori!