W listopadzie 2024 liczba artykułów (publikowanych w internecie) tworzonych przez sztuczną inteligencję przewyższyła liczbę tych pisanych przez ludzi. Może więc czas zwijać żagle i zamiast żmudnie nauczać pisania krótszych i dłuższych form przejść do ćwiczeń z formułowania promptów? Póki co komitet Olimpiady Literatury i Języka Polskiego proponuje kierunek odwrotny. W bieżącym roku szkolnym (2025/2026) radykalnie zmienił zasady zawodów na poziomie pierwszego, szkolnego etapu, polecając samodzielne napisanie rozprawek w ograniczonym czasie, bez pomocy w postaci materiałów źródłowych lub notatek. Swoją decyzję komitet motywuje właśnie niemożnością sprawdzenia samodzielności nadsyłanych prac.
Mogłoby się wydawać, że tak znacząco trudniejsze zadanie skutecznie odwiedzie od pomysłu stawania w polonistyczne szranki uczennice i uczniów, a jednak nie. Paradoksalnie olimpiada trudniejsza, stawiająca dużo bardziej na samodzielność, sprawdzająca już na wstępnym etapie konkretną wiedzę, a nie tylko umiejętne korzystanie ze źródeł, spotkała się z dużo większym zainteresowaniem wśród licealistek i licealistów. Czy zatem można postawić śmiałą i optymistyczną diagnozę, że oto nadchodzi pokolenie, które nad wygodę stawia żmudną pracę, a „kopiuj/wklej” (a teraz proste „generuj”!) zamienia na „przeczytaj, zrozum, przemyśl i napisz”? Chyba nie jestem aż tak wielką marzycielką, a prawdziwa odpowiedź na przyczynę takiego stanu rzeczy jest dużo bardziej złożona i tutaj nie podejmę się jej sformułowania.
Jak ma się więc kwestia autorstwa tekstów publikowanych w sieci do olimpiady, która stała się bardziej analogowa, niż w czasach gdy sama przystępowałam do jej pisania? Prozaicznie – zmiana formuły olimpiady jest prostą konsekwencją pojawienia się nieograniczonych możliwości tworzenia tekstów o trudnym do określenia autorstwie, o czym wspominają sami organizatorzy. W szerszym kontekście jednak obie te kwestie zmuszają do postawienia pytania: cóż po polonistce w czasie marnym?
Nakłonienie uczennic do startu w olimpiadzie nie jest wyzwaniem, którego trudność zależy od formy jej przeprowadzania. Wszak z zasady biorą w niej udział osoby zainteresowane literaturą/językiem/teatrem. Czy będą to zainteresowanie realizować poprzez pisanie długiej pracy przez kilka tygodni czy eseju tworzonego w oparciu o wcześniej zdobyte wiadomości, wydaje się kwestią drugorzędną. Zadanie polega raczej na daniu odpowiednich narzędzi – doskonaleniu umiejętności zdobywania wiedzy i przekazywania jej w formie pisanej – oraz podtrzymywaniu wiary we własne siły. Co jednak z tymi osobami, które edukację polonistyczną chcą zakończyć tylko/aż z pozytywnym wynikiem matury na poziomie podstawowym? Skuteczne kreatory tekstów bezwzględnie wytrącają z ręki uwielbiany przez wielu argument o użyteczności tego, co nauczane jest w szkole. Nie ma sensu ślęczeć nad rozprawką, wgryzać się w zawiłe prawidła polskiej składni – przecież ChatGPT zrobi to szybciej i bardziej poprawnie! I w gruncie rzeczy na pewnym poziomie mnie to cieszy. Wcale nie dlatego, że moim marzeniem jest świat tyleż krągłych co często redundantnych zdań oraz wszechwładza algorytmów. Ani dlatego, że uczenie poprawnego pisania bywa nużące i niewdzięczne. Ale właśnie z powodu wspomnianego „argumentu użyteczności”.
Powiązanie szkoły z pragmatyzmem mitycznego „prawdziwego życia” sprowadza tę pierwszą wyłącznie do bycia etapem przygotowawczym. Ja natomiast stoję na stanowisku, że w szkole jest życie i to niejednokrotnie bogatsze niż to, które następuje po osiągnięciu metrykalnej dojrzałości. Bogatsze w swojej potencjalności, ale też autentycznym doświadczaniu. W pewnym sensie warunkiem doświadczenia tego bogactwa jest właśnie zawieszenie pragmatyzmu. Podkreślam nie „odrzucenie”, ale „zawieszenie”.
Dopiero odejście – na część lekcji, lekcję, w czasie zajęć pozalekcyjnych – od mantry „jak sobie w życiu poradzicie bez: umiejętności czytania/wiedzy, ile było trenów Kochanowskiego/możliwości rozpoznania przydawki dopełniaczowej itp. itd.” umożliwia zaproszenie do podjęcia trudu krytycznego myślenia, być może nieporadnego i redukcyjnego. Nie chodzi jednak o przydawanie wartości samemu krytycyzmowi czy samodzielności jako takiej, ale o tę iskrę do samo-dzielności.
Najbardziej jaskrawym przykładem zawieszenia pragmatyzmu w rzeczywistości szkolnej jest czytanie poezji. Umiejętność deszyfrowania tekstów poetyckich, czerpanie z nich przyjemności, a w końcu intelektualne lub emocjonalne poruszenie mają się nijak do późniejszego, „poszkolnego” używania języka, a jednak może okazać się atrakcyjne dla uczennic i uczniów. Przekonałam się o tym, prowadząc koło poezji najnowszej, na którym raz w tygodniu czytaliśmy wybrane teksty współczesnych polskich poetek i poetów. Bez założonych z góry tez interpretacyjnych, bez ustalonych punktów dojścia, bez ustalonego kanonicznego modelu odczytania i w gruncie rzeczy bez rozbudowanego instrumentarium analitycznego. Nie dałoby się na podstawie tych zajęć stworzyć żadnego skryptu, przekazać scenariusza zajęć pozalekcyjnych innym chętnym do ich prowadzenia, bo wydarzały się one spontanicznie, wynikały z przekonania, że spotkanie z tekstem jest ciekawe (zdecydowanie za słabe słowo) w tym jednym momencie.