Jeśli kiedykolwiek staliście przed wyborem placówki dla swojego dziecka, być może znacie ten moment: siedzicie z kartką, na której miała powstać lista priorytetów, a wychodzi z niej coś bliższego kwadraturze koła.
Chcemy, żeby szkoła szanowała indywidualność naszego dziecka – ale też uczyła go życia w grupie i poszanowania reguł. Chcemy, żeby dawała mu wolność zadawania pytań i popełniania błędów – a jednocześnie uczyła dyscypliny i jasnych granic. Chcemy praktycznych umiejętności, przydatnych na rynku pracy, ale też krytycznego myślenia, które temu rynkowi czasem się sprzeciwia. Chcemy atmosfery bez presji – i jednocześnie wysokiego poziomu nauki. A na koniec, niejako w nawiasie, dopisujemy: najlepiej blisko domu. I najlepiej za darmo.
Fałszywe wybory
Nie dajmy się jednak nabrać na fałszywe wybory. Nauczanie czy wychowanie? Wiedza czy kompetencje? Teoria czy praktyka? Wysokie wymagania czy przyjazna atmosfera? Tak postawione pytania upraszczają rzeczywistość. Dobra szkoła najczęściej potrzebuje jednego i drugiego: wiedzy, która pozwala działać; wymagań połączonych ze wsparciem; teorii, którą można zastosować w praktyce. Nie chodzi o wybór jednej ze skrajności, ale o znalezienie właściwych proporcji.
To jednak wiedza intelektualna, która niewiele zmienia w codziennej frustracji rodzica. Bo nawet rozumiejąc, że nie trzeba wybierać między wymaganiami a wsparciem, wciąż nie mam gwarancji, że moje dziecko dostanie i jedno, i drugie – w odpowiedniej proporcji, we właściwym momencie.
Lista życzeń, którą podzielają Polacy
Byłam niedawno na premierze raportu „Szkoła do życia” Centrum Edukacji Obywatelskiej i ta prywatna lista wróciła do mnie w innej postaci – jako wynik ankiety, w której 1000 Polek i Polaków odpowiadało na pytania o 21 różnych zadań szkoły. Wyłania się z niej długa lista życzeń: oczekujemy, że szkoła zadba o wszystko naraz – wyposaży w wiedzę, pozwoli zdobyć umiejętności, wychowa, uwrażliwi na drugiego człowieka, a wszystko to w dobrej atmosferze i przy sprawiedliwym traktowaniu uczniów.

Za najważniejsze uznajemy naukę praktycznych umiejętności życiowych (81%) oraz przygotowanie do pracy i życia zawodowego (80%), ale nawet ostatnia pozycja tego rankingu – kontakty z grupą rówieśniczą – jest ważna dla 74% badanych. Co uderzające, ten obraz jest właściwie identyczny niezależnie od wieku, płci, wykształcenia, miejsca zamieszkania i poglądów politycznych. To nie jest tak, że 70% ceni wiedzę, a inne 70% relacje. To te same osoby, oczekujące jednocześnie wszystkiego.

Co na to rodzice? No cóż, osoby posiadające dzieci w wieku szkolnym oczekują jeszcze więcej niż reszta społeczeństwa. Niemal w każdym z 21 obszarów oceniają go jako ważniejszy niż osoby bez dzieci w tym wieku – różnica sięga nawet 12 punktów procentowych przy kontaktach z grupą rówieśniczą. Rodzicielstwo w oczywisty sposób podnosi oczekiwania wobec szkoły.
Odpuśćmy
Czy istnieje instytucja, która udźwignie 21 priorytetów na poziomie 70–80% naraz? Podczas premiery raportu Jędrzej Witkowski, prezes Centrum Edukacji Obywatelskiej, powiedział mi wprost: „Nasze oczekiwania są tak wygórowane, że żadna szkoła – publiczna, prywatna, rejonowa czy szkoła w dużym mieście, nie jest w stanie sprostać im wszystkim. Musimy te nasze oczekiwania zweryfikować. Odpuśćmy i rzeczywiście oczekujmy tego, co szkoła może dać i co faktycznie jest w jej polu oddziaływania”.
Tu proponuję osadzić tą wypowiedź w rolce: INSTAGRAM
Na ogólne pytanie „czy szkoła dobrze funkcjonuje” – dobrą ocenę wystawia jedynie 25% badanych. Ale zapytani o konkretne, codzienne zadania szkoły, średni odsetek dobrych ocen rośnie do 36%. Żaden z 21 szczegółowych obszarów nie wypada gorzej niż ocena ogólna. Surowiej oceniamy więc ideę szkoły niż to, co się w niej naprawdę dzieje – a najsurowiej robią to osoby najmłodsze, mieszkańcy dużych miast i osoby z wyższym wykształceniem.
Kierunek, nie rewolucja
Jaki jest zatem kierunek zmian, w którym Polki i Polacy – niezależnie od poglądów politycznych – chcieliby prowadzić szkołę?
Zapytani, które z dwóch podejść jest im bliższe, częściej wybieramy: uczenie tego, jak się uczyć, niż samo przekazywanie wiedzy (51% wobec 25%); rozwijanie kompetencji jak współpraca i krytyczne myślenie, niż wiedzę przedmiotową (54% wobec 19%); wszechstronny rozwój ucznia, niż przygotowanie do egzaminów (59% wobec 18%); szkołę przyjazną, niż wymagającą (55% wobec 20%); wewnętrzną motywację, niż dyscyplinę i egzekwowanie reguł (56% wobec 19%). W żadnej z tych par nie mamy jednak do czynienia z jednomyślnością – zwykle około jedna czwarta badanych wybiera środek skali, a spora mniejszość pozostaje przy podejściu tradycyjnym. Jak podsumowują autorzy raportu: Polacy nie oczekują edukacyjnej rewolucji, lecz stopniowych, konsekwentnych zmian prowadzących szkołę w wyraźnie określonym kierunku – chodzi o zmianę proporcji, nie o wywrócenie szkoły do góry nogami.
A ile w tym kierunku jest dziś rzeczywistości?
37% zgadza się, że dzisiejsza szkoła jest miejscem przyjaznym, 24% jest przeciwnego zdania. Gorzej wypada przygotowanie do dorosłego życia: 43% uważa, że szkoła nie przygotowuje do niego dobrze, przeciwnego zdania jest 23%.

Siedem filarów, nie siedem kompromisów
Raport proponuje siedem filarów szkoły, która łączyłaby przygotowanie do dorosłości z dobrym doświadczeniem tu i teraz: równowagę między wiedzą, kompetencjami i sprawczością; dbałość o dobrostan i odporność psychiczną; naukę przez ciekawość i projekty zamiast mechanicznego odtwarzania; mocniejszy głos uczennic i uczniów; ocenianie jako wsparcie, nie karę; i egzaminy jako podsumowanie, nie sens szkoły.
Autorzy wyraźnie zastrzegają też, czym taka szkoła nie jest: nie jest miejscem, które trzeba przetrwać, żeby potem zacząć żyć, i nie jest szkołą bez wymagań – przyjazna nie znaczy pobłażliwa.
Ludzie, nie tylko system
Warto przy tym pamiętać, kto tę szkołę realnie tworzy każdego dnia. Trzech na czterech dorosłych Polaków pamięta nauczyciela, który wpłynął na ich życie – ale mniej niż co czwarty kiedykolwiek mu to powiedział. Dodatkowo: tylko 10% nauczycieli czuje się docenianych przez społeczeństwo.
I mimo że intelektualnie rozumiem postulat odpuszczenia, wcale nie jest mi łatwiej go przyjąć. Frustracja zostaje – bo jako rodzice chcemy dla naszych dzieci szkoły, która ma wszystko naraz. Może właśnie dlatego coraz więcej rodzin szuka rozwiązań alternatywnych – edukacji domowej, szkół demokratycznych czy według metody Marii Montessori – nie dlatego, że odrzucają ideę szkoły, ale dlatego, że w tych modelach mogą świadomie postawić na to, co dla nich najważniejsze, zamiast czekać, aż jedna instytucja spełni wszystkie kryteria naraz. To też jest forma odpuszczenia – nie systemowi, tylko wyobrażeniu, że istnieje gotowe rozwiązanie pasujące każdemu.
A Wy? Gdybyście dziś mieli ułożyć własną listę oczekiwań wobec szkoły – które z jej punktów uznalibyście za najważniejsze?
Źródła: Tędziagolska, M. (red.), Marcinkiewicz, M., Siwińska, A., Siwiński, K., Witkowski, J. (2026). Szkoła do życia. Raport z pierwszego ogólnopolskiego badania oczekiwań wobec szkoły. Warszawa: Centrum Edukacji Obywatelskiej; szkoladozycia.ceo.org.pl; dostęp: 29.08.2026 r.
