Polska szkoła narzekania. Część 1.

Agnieszka Piwowarczyk

Czas czytania: 5 min.

Narzekanie jest podstawowym sposobem mówienia i myślenia o polskiej edukacji – zarówno w kontekście systemowym, jak i w odniesieniu do szkolnej codzienności. Powtarzalność narzekań nie decyduje jednak o ich zasadności i celowości.

Cudze chwalone, swoje

Na początku listopada na jednym z portali społecznościowych pojawił się wpis dyrektora społecznego liceum z jednej z podwarszawskich miejscowości, który po wizycie studyjnej w Finlandii snuł refleksje o własnym smutku i fińskiej mentalności okołoedukacyjnej. Ten krótki post był w istocie listą rozmaitych mniej lub bardziej ogólnych spostrzeżeń dotyczących pozytywnych aspektów fińskiej edukacji jako systemu czy konceptu, a czytany zgodnie z intencją i emocją autora miał wskazać zasadnicze nieusuwalne wady edukacji po polsku.

Sformułowania zawarte w tym krótkim tekście można uznać za dosyć typowy komentarz na temat stanu polskiej oświaty i dobre odzwierciedlenie narodowego stosunku do tejże – o czym świadczy chociażby fakt, że ta krótka notatka spotkała się ze szczególnym zainteresowaniem: udostępniono ją 30 tysięcy razy, doczekała się także ponad 26 tysięcy reakcji oraz czterech tysięcy (z reguły pochlebnych i/lub wyrażających jednomyślność czy współodczuwanie) komentarzy.

Gdyby dodać do tego jeszcze stwierdzenie o tym, że (polskie) szkoły w ogóle czy programy nauczania w szczególe są anachroniczne, encyklopedyczne, a ich zasadniczym celem lub rezultatem ich funkcjonowania jest tłumienie kreatywności i indywidualności (także poprzez nieatrakcyjność i ujednorodnienie form podawczych) – można by uzyskać w zasadzie kompletny katalog edukacyjnych narzekań.


Do podstawowych elementów takiego wywodu można zaliczyć zarówno jego poetykę czy konstrukcję (pochwała innego ściśle powiązana z – wyrażonym pośrednio lub bezpośrednio – narzekaniem na własną sytuację), jak i ton wypowiedzi (pełen rezygnacji, melancholijny czy wręcz straceńczy, a z pewnością oskarżycielski) oraz jej ogólną wymowę. W telegraficznym skrócie: nic się nie da zrobić, nawet mimo szczerych chęci, bo niedoinwestowanie (szkół), przeładowanie (programów nauczania i planów lekcji), papierologia i obsesja kontroli, brak zaufania (wszystkich do każdego i każdego do wszystkich) i zasadnicze odklejenie od pozaszkolnej rzeczywistości. Gdyby dodać do tego jeszcze stwierdzenie o tym, że (polskie) szkoły w ogóle czy programy nauczania w szczególe są anachroniczne, encyklopedyczne, a ich zasadniczym celem lub rezultatem ich funkcjonowania jest tłumienie kreatywności i indywidualności (także poprzez nieatrakcyjność i ujednorodnienie form podawczych) – można by uzyskać w zasadzie kompletny katalog edukacyjnych narzekań.

Czy jednak ta bezsprzeczna powtarzalność zarzutów formułowanych wobec (polskiej) edukacji świadczy o ich niepodważalności? Czy w istocie są to największe (i nieusuwalne) szkolne bolączki? I czy pisanie o szkole w taki – negatywny, pesymistyczny i niekonstruktywny – sposób ma w ogóle jakikolwiek cel i sens albo chociaż jest przejawem utęsknionej indywidualności, kreatywności i efektywności?

- system czy ludzie?

Przede wszystkim warto byłoby zastanowić się nad tym, czy istotnie adresatem wszystkich tych oskarżeń powinien być system szkolnictwa – bezosobowy i dosyć abstrakcyjny twór, ukazywany jako źródło wszelkiej edukacyjnej niedoli – czy raczej jednak ludzie, którzy ten system reprodukują na wszystkich jego poziomach.

Każdy przykład dobrych edukacyjnych praktyk – nawet jeśli jest dziełem czy udziałem pojedynczego nauczyciela czy ucznia – przeczy wszechwładzy i turboopresywności systemu i pokazuje, że powtarzane jak mantra “nie-da-się” to znakomita wymówka pozwalająca na scedowanie odpowiedzialności – z ucznia na nauczyciela, z nauczyciela na dyrekcję, z dyrekcji na kuratorium, ministerstwo i sanepid. To oczywiste, że każdy system jest ograniczający (to podstawowa wada, ale jednocześnie i zasadnicza zaleta każdego systemu!), jednak najtrudniejsze do przezwyciężenia ograniczenia funkcjonują w ludzkiej mentalności – a znajdują swoje źródło i ujście w tendencji do narzekania, ogólnej niechęci wobec zmian (względnie w przekonaniu o niemożności ich wprowadzenia) i skłonności do umywania rąk.

"Każdy przykład dobrych edukacyjnych praktyk - nawet jeśli jest dziełem czy udziałem pojedynczego nauczyciela czy ucznia - przeczy wszechwładzy i turboopresywności systemu i pokazuje, że powtarzane jak mantra “nie-da-się” to znakomita wymówka."


Narzekanie wydaje się jedynym elementem spajającym od lat polskie myślenie o edukacji natomiast propozycje konstruktywne i rozwiązania pozytywne nie spotykają się z zainteresowaniem i aprobatą. Przykładowo – na tym samym portalu społecznościowym, na którym popularność zyskał wspomniany we wstępie post, notki Anny Szulc (nauczycielki matematyki promującej empatyczne podejście do edukacji, autorki książki Nowa szkoła. Zmianę w edukacji warto zacząć przy tablicy) – zauważane są przez ledwie kilka czy kilkanaście osób.

Narzekanie wydaje się jedynym elementem spajającym od lat polskie myślenie o edukacji natomiast propozycje konstruktywne i rozwiązania pozytywne nie spotykają się z zainteresowaniem i aprobatą.


Tymczasem zaś samo narzekanie (choć z pewnością więziotwórcze) nie powinno być w edukacji szczególnie mile widziane, ponieważ – jak dowodzą badania (amerykańskich;-)) naukowców z Uniwersytetu Stanforda – zmniejsza ono hipokamp, czyli tę część mózgu, która odpowiedzialna jest między innymi za rozwiązywanie problemów, inteligencję i pamięć.

Co więcej, narzekanie właśnie ze względu na więziotwórczy charakter stanowi niejako podstawę dla niechęci wobec zmian, których skutkiem mogłoby przecież stać się usunięcie problemu, który stał się elementem spajającym wspólnotę narzekających. Wreszcie, systemowe i systematyczne biadolenie (będące przecież antytezą buntu czy czynnego sprzeciwu) ma jeszcze jedną istotną funkcję – zwalnia z odpowiedzialności, pozwalając na przekierowanie jej na rozmaitych innych – osoby, układy czy instytucje. Rewolucje zaś mogą (ale i nie muszą – bo nie jest to w zasadzie warunek konieczny dobrej edukacji; powtarzalność i przewidywalność mają także swoje zalety) dokonywać się codziennie w każdej szkolnej ławce i przy każdej tablicy, przede wszystkim zaś w głowach i sercach nauczycieli, uczniów i rodziców. Podstawowym warunkiem ich dokonywania jest jednak chęć działania i (nie)pospolite ruszenie duszy.

W kolejnej części artykułu zaprezentowany zostanie katalog najczęściej powtarzanych narzekań na polski system edukacji – wraz z krótką polemiką z tymi bezzasadnymi lub nie w pełni zasadnymi zarzutami.

Czytaj

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on google
Share on reddit
Share on whatsapp
Share on email
Share on telegram

Dołącz do dyskusji

może cię zainteresować

Polska w trzeciej dziesiątce

Ciekawe wnioski na temat polskiego systemu edukacji można wyciągnąć na podstawie ostatniego raportu “The Economist. Intelligence Unit”. Polska w rankingu obejmującym 50 państw zajęła 27.

Czytaj więcej »

Motywacyjna układanka

Tematy motywacji, ocen, nagród są obecne w rozmowach o szkole i edukacji od wielu lat. Dyskusje toczą się między zwolennikami “kija i marchewki” inaczej zwanych

Czytaj więcej »

Napisz wiersz

Jeśli wydaje wam się, że pisanie to męka, a poezja to zajęcie dla odrealnionych lekkoduchów – jesteście w błędzie. Każdy to w sobie ma. Myślę

Czytaj więcej »

Jesteś zaangażowanym rodzicem, opiekunem?

Chcesz jeszcze lepiej uczyć swoich uczniów i uczennice?

Dołącz do e:mi - zapisz się do newslettera

Jesteś zaangażowanym rodzicem, opiekunem?
Chcesz jeszcze lepiej uczyć swoich uczniów i uczennice?
Dołącz do e:mi - zapisz się do newslettera
O Nas - krótko

Dodajemy odwagi do zmian w edukacji.
Prezentujemy nowatorskie rozwiązania.
Tworzymy przestrzeń do dyskusji.

Przewiń do góry