Po co ci te studia – Filozofia

Maciek Tarnowski
0 komentarz

„Po co ci w ogóle te studia?” – to pytanie osoba studiująca filozofię słyszy pewnie znacznie częściej niż ktoś studiujący fizykę, czy nawet socjologię. Za tym pytaniem wydaje się stać najczęściej jedno z dwóch popularnych przekonań. Pierwsze z nich uznaje studia filozoficzne za nieomal synonim wykształcenia nijak nieprzydatnego na rynku pracy. Z tym przekonaniem (chociaż jawnie fałszywym []) nie mam zamiaru polemizować. W końcu większość z nas nie myśli tylko o sukcesie zawodowym – często chcielibyśmy studiować po prostu coś, co nas interesuje i pozwoli nam się rozwinąć jako osobie, a nie tylko jako pracownikowi. Drugie przekonanie, które może motywować takie pytanie, to uznawanie filozofii za dziedzinę nieaktualną, abstrakcyjną i elitarną. Często pytanie to wyraża więc przede wszystkim ciekawość – trochę tak, jakbyśmy nagle spotkali kogoś, kto swoje życie zdecydował się poświęcić rozwiązywaniu skomplikowanych krzyżówek. Można by to pytanie przeformułować następująco: co w ogóle uważasz za interesujące w filozofii na tyle, żeby poświęcić jej od trzech do pięciu (lub nawet więcej!) lat swojego życia?

W tym artykule nie znajdziecie bezpośredniej odpowiedzi na pytanie, co można robić po filozofii. Pytaniem, na które spróbuję udzielić odpowiedzi, jest – co i jak właściwie robi się na filozofii. Zrobię to obalając trzy mity, z których składa się jej obraz opisany powyżej, czyli nieaktualność, abstrakcyjność i elitarność filozofii.

MIT PIERWSZY: W FILOZOFII NIE MA NIC NOWEGO

Ten mit uważam za szczególnie szkodliwy, choć z pozoru może wydawać się błahy. Kiedy przedstawiłem się kiedyś jako filozof, usłyszałem z drugiej strony zdziwienie, że w ogóle istnieją jeszcze jacyś filozofowie – przecież, tak samo, jak gladiatorzy, filozofowie byli tylko w starożytności! Faktycznie, kiedy myślimy o studiowaniu filozofii, najczęściej oczyma wyobraźni widzimy osobę spędzającą długie godziny w bibliotece na zgłębianiu tekstów Platona czy Kartezjusza, oczywiście w starogreckim lub francuskim oryginale. Nic dziwnego, że taki obrazek, choć romantyczny, raczej odstrasza, niż przyciąga.

Podstawą tego mitu jest moim zdaniem to, jak filozofię przedstawia się nam w szkole: jako zestaw poglądów, najczęściej utrzymywanych przez myślicieli odległych od nas o przynajmniej kilkaset, a najczęściej kilka tysięcy lat. Ośmielę się stwierdzić, że tak nauczana filozofia nie jest tak naprawdę filozofią, ale historią – taką, w której zamiast zwyczajowych dat wojen i powstań uczymy się dat i znaczenia pewnych myśli albo traktatów. Podobnie jednak jak dla osoby zajmującej się pisaniem powieści historia literatury ma znaczenie jedynie jako źródło inspiracji czy nawiązań, tak dla filozofa czy filozofki historia filozofii ma znaczenie drugorzędne, wobec tego, czym się faktycznie zajmuje. Choć niektórych może to zaszokować, na wielu kierunkach filozoficznych ta dziedzina ograniczona będzie tylko do jednego spośród wielu nauczanych przedmiotów.

Czym, wobec tego, zajmuje się filozof czy filozofka? Argumentacją i oceną argumentów – tak, moim zdaniem, brzmi najprostsza, choć niewyczerpująca odpowiedź. To dlatego na większości kierunków filozoficznych kluczowym przedmiotem nauczanym od pierwszego roku jest logika. Dzięki niej uczymy się podstawowej filozoficznej kompetencji, czyli zrozumienia podstaw wnioskowania i wyróżniania spośród różnych rozumowań –  tych poprawnych i tych, które tylko takie udają. Dla osoby zajmującej się filozofią obecnie nie jest bowiem ważne to, że Platon wymyślił sobie świat wiecznych idei, ale to, że przedstawił za jego istnieniem dobre argumenty, których poprawność rozważamy do dzisiaj.

Ta umiejętność otwiera nam drogę do argumentacji w wielu innych dziedzinach filozofii, takich jak epistemologia, metafizyka czy etyka. W dużym skrócie te poddziały starają się odpowiedzieć na pytanie, skąd uzyskujemy wiedzę, z jakich obiektów składa się świat i jak powinniśmy postępować. Choć może się to wydawać bardzo ogólne, na studiach filozoficznych na tego rodzaju pytania staramy się często odpowiedzieć, rozważając bardziej szczegółowe i współczesne kwestie. Przykładowo, ze względu na rozwój neuronauk (w szczególności neurobiologii i psychologii) coraz bardziej palącym pytaniem staje się kwestia tego, czy nasz umysł jest w całości ulokowany w naszym systemie nerwowym. Czy neurobiolog lub neuropsycholożka patrząc na skan aktywności naszego mózgu, byłaby w stanie przeczytać nasze myśli i przewidzieć, co zrobimy za chwilę? I czy w takiej sytuacji możemy naprawdę mówić o wolnej woli? Czy wobec tego powinniśmy ograniczać rozwój technologii, które pozwalają na integrację naszych zdolności poznawczych z komputerem? Pierwsze z tych pytań to właśnie pytanie epistemologiczne, drugie – metafizyczne, zaś trzecie – etyczne; na żadne z nich nie jest nam w stanie udzielić odpowiedzi dowolna inna nauka, o ile nie weźmie pod uwagę tego, w jaki sposób definiuje się pojęcie „umysłu”, „wolnej woli” lub „dobra” w filozofii.

Odpowiedzi na podobne pytania zaczyna się szukać na studiach filozoficznych dużo wcześniej, niż się powszechnie sądzi. Zajęcia na filozofii to przede wszystkim dyskusja i argumentacja – a umiejętność biegłego znajdowania przykładów i aplikowania abstrakcyjnych rozważań do nowych kontekstów jest tam bardzo ważna. Chociaż jasne jest, że wiele czasu poświęca się na czytanie tekstów (choć zdecydowana większość napisana została w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lub kilkunastu lat, a nie tysiącleci), to na filozofii zdecydowanie ważniejsze jest to, w jaki sposób jesteś w stanie uargumentować swoją opinię na dany temat, a nie streścić cudzą. 

MIT DRUGI:  FILOZOFIA JEST ABSTRAKCYJNA I NIEPRAKTYCZNA

To prawdopodobnie z kolei najczęstsza z obiegowych opinii. Osoba ją wypowiadająca często uznaje, że „niepraktyczność” filozofii miałaby wynikać z jej „abstrakcyjności” (co ciekawe, bardzo rzadko podobny zarzut usłyszy matematyk, z definicji zajmujący się dziedziną abstrakcyjną). „Filozofia to niepotrzebne dzielenie włosa na czworo” – mówią często takie osoby – „i co najwyżej wymyślanie coraz bardziej skomplikowanych rozróżnień, które nie mają żadnego zastosowania”. Czy tak jest w rzeczywistości?

Powyższy przykład dotyczący relacji naszego umysłu i mózgu może się wydawać abstrakcyjny i, tak naprawdę, nierozwiązywalny. Jest to w końcu problem, nad którym dyskusja trwa przynajmniej od pięciuset lat. Zauważmy jednak, że ma on swoje bardzo jasne konsekwencje w wielu bardziej praktycznych przypadkach. Weźmy za przykład sale sądowe. W procesach karnych osobę uznaje się za niewinną popełnionego przestępstwa, jeśli dana osoba była niepoczytalna w momencie jego popełnienia. Gdzie stawiamy granice owej niepoczytalności i wobec tego odpowiedzialności za swoje działania? Opinię na ten temat wyrażają oczywiście biegli psychologowie sądowi. Czy jednak w sytuacji, w której nasz mózg i umysł są ze sobą tożsame, nie powinniśmy brać pod uwagę wielu aspektów, które uznajemy obecnie za nieistotne? Czy osoba z zaburzeniami osobowości lub nastroju nie powinna odpowiadać za swoje czyny inaczej niż osoba, której osąd nie był zakłócony przez podobne czynniki? Na te pytania, które są w istocie filozoficzne, nie może odpowiedzieć żaden biegły. Nie są to jednak pseudoproblemy, ale kwestie mające bezpośredni wpływ na ludzkie życie i działanie systemu sprawiedliwości.

Ze względu na konieczność odpowiadania na podobne pytania, szczególnie przydatne i ciekawe może być łączenie z filozofią innych kierunków. Powyższy przykład dość jasno pokazuje, jak ważne może być połączenie ze sobą wiedzy prawniczej czy psychologicznej z filozoficzną. Wielu filozofów zajmujących się logiką i epistemologią równolegle staje się biegłych we współczesnej matematyce i informatyce. Nie ma też prawdopodobnie żadnej szanującej się filozofki próbującej odpowiedzieć na metafizyczne pytanie „czym jest czas?” niebiorącej pod uwagę ustaleń teorii względności. Podczas studiowania filozofii bardzo często sięgamy więc także do ustaleń innych dziedzin – w zależności od swoich zainteresowań, chcąc nie chcąc często stajemy się ekspertami nie tylko w filozoficznej argumentacji, ale także w pokrewnych dziedzinach. To zaś sprawia, że ustalenia i argumenty filozofów mają często dużo dalej idące praktyczne konsekwencje, niż mogłoby się wydawać. Filozofia jest więc nie tylko dziedziną wciąż żywą, ale też ważną dla nas wszystkich, a jej studiowanie nie jest jedynie rozwiązywaniem mentalnych krzyżówek (choć z pewnością czasem je przypomina!).

MIT TRZECI: FILOZOFIA JEST ELITARNA

„Może to i wszystko prawda” – ktoś mógłby odpowiedzieć – „ale czy w związku z tym filozofia nie jest elitarnym kierunkiem, na którym wymaga się już na wstępie wielkiej erudycji, znajomości klasycznych tekstów i innych dziedzin nauki?”. Ten mit, choć wydaje się bardziej życzliwy dla filozofii niż te wymienione powyżej, prawdopodobnie sprawia, że wiele osób odrzuca myśl o jej studiowaniu. Przyczynia się do tego z pewnością wizerunek filozofów i filozofek obecnych w przestrzeni publicznej, których często traktujemy jako mędrców czy mędrczynie wypowiadających się skomplikowanym językiem.

Nie mam zamiaru przekonywać nikogo do studiowania filozofii wbrew własnej woli ani do tego, że jest ona łatwa. Nie jest. Filozofia wymaga od nas walki z własnymi słabościami, w szczególności z naszymi nielogicznymi i „zdroworozsądkowymi” intuicjami, które często wywodzą nas w pole i zaciemniają nam problem, który próbujemy rozwiązać. Nie oznacza to jednak, że ta walka otwarta jest tylko dla nielicznych. Choć na pewno oczytanie czy znajomość pewnych kontekstów może być pomocna w szukaniu skojarzeń i dróg do rozwiązania, to równie często może się to okazać pułapką. Jako nauczyciel wielokrotnie spotykałem się z podobną sytuacją. Napisany pięknym stylem, erudycyjny esej pełen odwołań do literatury okazywał się, pod powierzchnią, zupełnie bezwartościowy, ponieważ osoba pisząca nie podała w nim nawet jednego przekonującego argumentu za stawianą w eseju tezą. Nie była to, oczywiście, wina tej osoby, a raczej kształtującego nas, promującego odtwórczość systemu szkolnego. To, na co pozwala filozofia, to odarcie sporu ze wszystkich „już starożytni mówili…” i „jak pisał Mickiewicz…” i przejścia do jego sedna. Czy, pomijając te wszystkie ozdobniki, faktycznie mamy coś do powiedzenia? W tym sensie jest ona jedną z najbardziej wyzwalających intelektualnie dziedzin, gdzie najwięcej zależy od twojej kreatywności i logicznego myślenia.

Studiowanie filozofii daje więc dwie rzeczy, które bardzo trudno osiągnąć gdzie indziej – intelektualną pokorę i świadomość własnych ograniczeń. Nie jest to jednak smutne doświadczenie, lecz wyzwalające i pozwalające lepiej zrozumieć samego siebie. Choć znam wiele osób, które kończąc studia filozoficzne nie ma obecnie nic wspólnego z filozofią, to z pewnością nie znam żadnej, której światopogląd nie zostałby w jakiś sposób odmieniony. To właśnie, koniec końców, uważam za najważniejszy powód do studiowania nie tylko filozofii – nie tylko pozwala ona na lepsze zrozumienie świata wokół, ale też ma wpływ na ukształtowanie i zrozumienie swoich własnych poglądów.

Może Cię zainteresować:

Zostaw komentarz

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić Twoje wrażenia. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuje Przeczytaj więcej

Polityka prywatności