O tym jak rzuciłem szkołę… i co było dalej

Maurycy Żółtański

Czas czytania: 11 min.

Chodząc do podstawówki, gimnazjum czy liceum, niemal każdy z nas w większym lub mniejszym stopniu wyczekiwał ostatniego, piątkowego dzwonka, aby wyjść ze szkoły i przez najbliższe dwa dni do niej nie wracać, a z nadejściem niedzielnego wieczoru wielu myślało co tu zrobić, żeby jutro nie zasiąść z powrotem w ławkach i rozpoczynać kolejnych lekcji. Jednak co by się stało gdyby weekend już nigdy się nie skończył? Gdyby poniedziałkowy poranek już nigdy nie nadszedł, a uczeń nie wróciłby do szkoły? Jeżeli kiedykolwiek stawiałeś przed sobą te pytania, to moja historia pozwoli udzielić ci na nie odpowiedzi, ponieważ, pomimo że właśnie rozpoczynam klasę maturalną, to mój ostatni, piątkowy dzwonek słyszałem już ponad rok temu.

Nota od autora: Poniższy tekst napisałem w 2017 roku przed rozpoczęciem ostatniej klasy liceum. Od tamtej pory wydarzyło się wiele nowego. Zdążyłem napisać maturę, wyjechać na studia do Szkocji, rzucić studia i wrócić do Polski, zacząć moją pierwszą poważniejszą pracę, wrócić ponownie do studiowania i przy okazji również uczestniczyć we współtworzeniu emi: edukacja można inaczej. Gdy w 2020 ponownie przeczytałem mój artykuł uznałem, że chociaż nadal zgadzam się ze wszystkim co jest w nim napisane, to warto by było uzupełnić go o moje aktualne przemyślenia i doświadczenia. Działo się dużo i żeby pomieścić wszystko to na czym mi zależy, muszę zapisać kolejnych kilka stron. Tak więc, w tym miejscu chciałbym zaprosić Cię czytelniku do przeczytania poniższego tekstu zaznaczając, że w najbliższym czasie pojawi się część druga o tym “co było jeszcze dalej”.

Niepewne początki

Przez pierwsze 9 lat mojej szkolnej edukacji, nigdy poważniej nie zastanawiałem się nad tym po co jest szkoła i dlaczego muszę do niej chodzić. Była to naturalna kolej rzeczy – przedszkole, szkoła, studia, praca. Myślałem, że tak po prostu wygląda życie. Jednak pomimo tej powierzchownej świadomości, będąc uczniem podstawówki, nie podobało mi się w szkole; buntowałem się na tyle ile może buntować się siedmio/ośmio/dziewięcio/dziesięcio czy jedenastolatek. Nie odrabiałem prac domowych, przeszkadzałem na lekcjach, byłem niemiły zarówno dla nauczycieli jak i dla rówieśników. Po skończeniu szkoły podstawowej z przeważającą liczbą trójek i kilkoma czwórkami na świadectwie, z jakiegoś powodu w mojej głowie nastąpiła drastyczna zmiana i od tamtej pory postanowiłem być wzorowym uczniem.

Rozpoczynając gimnazjum całkowicie zmieniłem moje podejście do nauki. Przez następne trzy lata starałem się najlepiej jak potrafiłem, sumiennie przykładając się do każdego przedmiotu z osobna. Myślałem, że dobre oceny w przyszłości poprowadzą mnie do szczęśliwego życia. Taka postawa pomogła mi skończyć gimnazjum z wzorowym zachowaniem, średnią przedmiotową wynoszącą 5.5 oraz egzaminem gimnazjalnym napisanym na 92%. Takie wyniki dawały mi wstęp do najlepszych warszawskich liceów, co bardzo ucieszyło moich rodziców. Po długich rozmowach zadecydowaliśmy, że pójdę do szkoły oferującej program IB ze względu na możliwość pisania matury międzynarodowej. Od rozpoczęcia nauki w nowej szkole pewne rzeczy zaczęły się zmieniać.

Pierwsze plany, inspiracje, zmiany

W liceach idących brytyjskim programem IB, po pierwszym roku nauki, każdy uczeń wybiera sześć przedmiotów; trzy na poziomie podstawowym i trzy na poziomie rozszerzonym, z których później pisać będzie matury. Był to pierwszy moment w moim życiu, kiedy poważniej musiałem zastanowić się nad przyszłością, ponieważ rezygnując z takich przedmiotów jak chemia czy biologia, odbierałem sobie możliwość studiowania na wszystkich kierunkach wymagających tych przedmiotów. Będąc przepełniony ambicją i optymizmem, postanowiłem, że chcę studiować na najlepszej uczelni świata, jaką był Uniwersytet Harvarda, będąc szczerze przekonanym o świetności tego pomysłu.

Przez kolejne trzy miesiące planowałem jak osiągnąć mój nowy cel, aż jednego dnia do moich rąk trafiła książka z 1960 roku „Summerhill. Szkoła wolnych ludzi” autorstwa Aleksandra S. Neilla. W książce tej zawarta jest historia pierwszej szkoły demokratycznej, jaką jest Summerhilll, oraz spostrzeżenia autora na system edukacji, okres dzieciństwa, jak i czas dorastania, po wówczas, 39 latach doświadczenia w pracy z dziećmi. Książka ta otworzyła mi oczy i nagle zauważyłem, co również mnie przeraziło, że po ponad pięćdziesięciu latach, większość wad szkolnictwa i brak świadomości odnośnie wychowania, o których piszę A.S. Neill są wciąż aktualne.

Zacząłem więc zgłębiać temat systemów edukacyjnych oraz ich alternatyw, a po krótkim czasie trafiłem na drugą wyjątkową książkę napisaną przez André Strena „I nigdy nie chodziłem do szkoły”. Jej bohaterem jest sam autor, który opisuje swoje dzieciństwo, wyjątkowe, dlatego że rodzice nie posłali go w mury szkolne, uznając szkołę za instytucję odbierającą dzieciństwu to co najpiękniejsze. André, chociaż w całym życiu nie napisał ani jednego egzaminu, to płynnie posługuje się czterema językami, jest muzykiem, lutnikiem, autorem kilku książek a także głową rodziny. Historia jego wyjątkowego dzieciństwa w połączeniu z ideami twórcy Summerhill skłoniły mnie do ponownego zastanowienia się nad moją przyszłością.

Zrozumiałem jak ważnym w życiu każdego człowieka jest to pierwsze osiemnaście lat, ile błędów jest ciągle popełnianych przez system edukacji jak i nieświadomych rodziców, ale co najważniejsze, że nad tym wszystkim można pracować i wciąż wiele zmienić. Przemyślałem jeszcze raz moje plany odnośnie uczelni i zauważyłem w nich wielkie luki. Jedynym powodem, dla którego chciałem iść na Harvard był powiązany z tym prestiż i gwarancja „dobrej” pracy. Dochodząc do nowych wniosków, zauważając jak bardzo pasjonuje mnie edukacja, podjąłem nową decyzję – chcę zmieniać system nauczania, na rzecz wartościowego i świadomego szkolnictwa odpowiadającego na wymogi współczesnego świata.

Szalony pomysł – edukacja w domu

Od tej pory podejmowałem ten temat niemal za każdym razem gdy była do tego okazja. Rozmawiałem z rodziną, znajomymi ze szkoły, przyjaciółmi, nauczycielami a czasami nawet ze spontanicznie poznanymi osobami na ulicy czy przystanku autobusowym. Poznając coraz więcej opinii, konfrontując je z własnymi przekonaniami, rosła moja świadomość odnośnie wpływu jaki szkoła ma na ucznia, aż doszło do momentu kiedy zacząłem się z tym czuć źle. Kiedy siedziałem w ławce, słuchając nauczyciela sprawdzającego listę obecności przez dziesięć minut, uciszającego przeszkadzających uczniów czy odpowiadającego po raz trzeci na to samo pytanie, bo ktoś wcześniej nie zwracał uwagi, czułem że tracę czas.

W dalszym ciągu przykładałem się do nauki, ale otrzymywanie dobrych ocen nie sprawiało mi przyjemności. Bycie piątkowym uczniem, przynajmniej w moim przypadku, nie przekładało się na realną wiedzę i coraz bardziej czułem, że nie mam własnej opinii na większość ważnych tematów i wydarzeń. Nie chciałem biernie przeczekać w tym stanie następnych dwóch klas liceum z nadzieją na samorozwiązanie się problemu, więc intensywnie myślałem nad wyjściem z tej sytuacji. Po rozważeniu wszystkich za i przeciw, podczas jednej z kwietniowych, rodzinnych kolacji, powiedziałem: „Mamo, Tato… chcę rzucić szkołę.”


Dyskusje i rozstania

Ich reakcja dodała mi odwagi, ponieważ zamiast jednogłośnego „Nie ma mowy!” czy „Chyba sobie żartujesz?”, w ciszy wysłuchali moich argumentów, z czego później wywiązała się długa rozmowa. Zgodnie uznaliśmy jednak napisanie matury za obowiązkowe, więc moją propozycją była edukacja domowa. Podjęcie decyzji poprzedzało wiele rozmów z innymi członkami rodziny, nauczycielami jak i z dyrekcją szkoły, którzy w większości uznawali „rzucenie szkoły” za niełatwą, ale najrozsądniejszą z możliwych opcji. Postanowione zostało, że po skończeniu pierwszej klasy liceum zaczynam samodzielną naukę i nie wracam już w szkolne mury.

Do rozwiązania została jeszcze jedna kwestia. Program IB nie umożliwia edukacji domowej, co w moim przypadku oznaczało zmianę szkoły i powrót do polskiego systemu. Tutaj pomoc zaoferowała jeszcze moja Pani dyrektor, która zadzwoniła do znajomej szkoły, przedstawiając mój pomysł. Zostałem przyjęty; po ponad dwóch miesiącach starań udało mi się, chociaż tak na prawdę był to dopiero początek. Pod koniec sierpnia 2016 roku okazało się, że całą rodziną przeprowadzamy się do Włoch.

Nie taka słoneczna Italia

Nie miałem na tę decyzję wpływu, ale moim warunkiem było pozostanie w polskiej szkole. Także od września mieszkałem we Włoszech, tam się uczyłem, a raz w miesiącu przylatywałem do Polski napisać zaległe sprawdziany. Pomimo pozostawienia niemal wszystkiego na czym mi zależało, podchodziłem do przeprowadzki jako nowego doświadczenia, które może mnie wiele nauczyć. Przepełniony motywacją, szkolną naukę odrabiałem w dużo szybszym tempie, a zaoszczędzony czas poświęcałem na moje pasje i rodzinę, ponieważ potrzebowaliśmy siebie w nowym środowisku.

I jak wszystko dobrze się zaczęło równie szybko się skończyło. Nowy kraj, język, samodzielna nauka i jeszcze kilka innych problemów, powiązanych z rodziną okazały się dla mnie za dużym ciężarem. Ostatecznie nie mogłem się na niczym skupić, nie wysypiałem się i brakowało mi energii na cokolwiek. Kiedy przylecieliśmy do Warszawy na Święta Bożego Narodzenia, podjąłem decyzję o zostaniu w Polsce. Była to chwila zwątpienia w słuszność mojej decyzji o rzuceniu szkoły. Miałem poczucie, że zmarnowałem ostatnie cztery miesiące.

Dalsze zmiany i nowe wnioski

Nowy rok, razem z powrotem do znanego środowiska, pomogły odzyskać mi równowagę. Rozpisując sobie czas spędzony we Włoszech i sposób mojego funkcjonowania do tej pory, wyciągnąłem wiele wniosków odnośnie tego, dlaczego nie mogłem utrzymać koncentracji i skąd brał się mój brak energii. Zacząłem czytać o produktywności, świadomości w kontekście pracy i po raz pierwszy uczyłem się jak naprawdę powinno się uczyć. Na przeprowadzkę spojrzałem jak na konieczny okres przejściowy, który dał mi wiele do zrozumienia o samym sobie.

Pozostała jeszcze kwestia szkoły. Pomimo, że czułem się znacznie lepiej, to wciąż, w moim mniemaniu, uczyłem się za mało. Nie byłem pewien czy to moja wina czy może to sposób zaliczania jaki uzgodniłem ze szkołą się nie sprawdzał. Ponieważ byłem pierwszym uczniem domowym w historii tego liceum, niektórzy nauczyciele pozostawili mnie samego licząc, że będę sam dowiadywał się o wszystkim na odległość od innych uczniów – a z tym bywało różnie. Muszę też przyznać, że było to dla mnie wygodne rozwiązanie, bo nikt do końca nie wiedział jak ma  przebiegać moje zaliczanie. Skutkowało to dużą płynnością w ocenianiu moich prac i sprawdzianów. Jeszcze jednym argumentem przeciwko mojej ówczesnej szkole był fakt, że pomimo samodzielnej nauki w domu, płaciłem tam miesięcznie dość wysokie czesne.

Nie będąc zadowolonym z tego rozwiązania i nie chcąc obarczać rodziców kolejnymi kosztami, postanowiłem jeszcze raz zmienić szkołę. Tym razem byłem bogatszy o kilkumiesięczne doświadczenie i wiedziałem czego szukam i już po kilku chwilach w internecie znalazłem liceum idealne. Liceum, od wielu lat zajmujące się wyłącznie uczniami domowymi, pozwalające na swobodny wybór przedmiotów, a ponadto publiczne. Po spełnieniu wymogów i złożeniu wszystkich formalności przyjęto mnie na przełomie kwietnia i maja.

Okazało się, że za miesiąc czekają mnie egzaminy całoroczne na podstawie których okaże się czy zaliczyłem drugą klasę. Pomimo w miarę regularnej nauki, gdy dostałem wymagania, zobaczyłem ile tematów muszę jeszcze przerobić. Przytłoczył mnie fakt jak mało zrobiłem do tej pory; na szczęście tylko na chwilę. Następnego dnia rano rozplanowałem sobie każdy przedmiot  i to, ile stron z podręcznika muszę robić dziennie, aby ze wszystkim wyrobić się w cztery tygodnie. Pracy nie było mało, ale też nie przesadnie dużo. Codziennie poświęcałem około 5-6 godzin na samodzielną naukę i  dwa razy w tygodniu spotykałem się z fizykiem, który tłumaczył mi trudniejsze zagadnienia ze swojego przedmiotu. Miesiąc ten zleciał bardzo szybko i zanim się obejrzałem przyszedł czas na egzaminy.

Rozliczenie z całego roku

Przez najbliższe pięć dni czekało mnie siedem egzaminów pisemnych i sześć ustnych z przedmiotów rozszerzonych: matematyki i fizyki, języka polskiego, włoskiego, angielskiego oraz historii i społeczeństwa. Każdy egzamin sprawdzał wiedzę jaką zdobyłem przez cały rok (choć w moim przypadku głównie przez ostatni miesiąc). Nie wiedziałem czego się spodziewać, ponieważ był to mój pierwszy rok edukacji domowej, a do nowej szkoły byłem zapisany od kilku tygodni. Pomimo tego czułem się porządnie przygotowany, a każdy test pisałem świadomy swoich możliwości – odzwierciedliły to późniejsze wyniki. Drugą klasę liceum udało mi się skończyć z większością piątek i paroma czwórkami co uważam za udany wynik. Jednak moim zdaniem nie o wyniki w tym wszystkich chodzi…

Na zakończenie…

Powyżej starałem się w skrócie opisać poprzednie dwa lata mojego życia i to, co wówczas działo się w mojej głowie. Pisząc ten tekst wiele chwil przeżyłem na nowo, dzięki czemu mogłem jeszcze raz przemyśleć moją decyzję o „rzuceniu szkoły”. Dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy zdobywszy się na ten krok. Ostatnie miesiące dały mi wiele i pomogły mi zrozumieć jakim człowiekiem chcę być, jakie wartości wyznaję i jak ważne jest pozytywne nastawienie we wszystkim co robię.

Jednak najcenniejszą rzeczą, jaką otrzymałem przez ten rok, i tym chciałbym podzielić się z każdym czytającym ten tekst, jest świadomość. Świadomość konieczna do tego, aby być kim chcemy być, robić to, co chcemy robić i żyć tak jak chcemy żyć. Konieczna, aby nie iść ślepo za większością i nie popaść w wir współczesnych zobowiązań odbierających wolność. Człowiek świadomy podejmuje decyzje wiedząc dokładnie czego pragnie, dąży do wewnętrznego spełnienia, po osiągnięciu którego, może dopiero w pełni pomóc sobie i innym. Zrozumiałem, że nie ma jednej słusznej drogi do szczęścia, ale to właśnie świadomość pozwala na odnalezienie własnej. Moją historią nie próbuję zachęcać nikogo do rzucania szkoły czy wypisywania z niej dzieci, ale szczerze chciałbym zachęcić do świadomego podejmowania szkolnych i życiowych wyborów i zaapelować do rodziców, aby w kwestii wychowania nie kierowali się  bezkrytycznie utartymi schematami.

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on google
Share on reddit
Share on whatsapp
Share on email
Share on telegram

Dołącz do dyskusji

może cię zainteresować

Jesteś zaangażowanym rodzicem, opiekunem?

Chcesz jeszcze lepiej uczyć swoich uczniów i uczennice?

Dołącz do e:mi - zapisz się do newslettera

Jesteś zaangażowanym rodzicem, opiekunem?
Chcesz jeszcze lepiej uczyć swoich uczniów i uczennice?
Dołącz do e:mi - zapisz się do newslettera
O Nas - krótko

Dodajemy odwagi do zmian w edukacji.
Prezentujemy nowatorskie rozwiązania.
Tworzymy przestrzeń do dyskusji.

Przewiń do góry