Prace domowe, o co to zamieszanie ?

Marcin Sawicki
1 komentarz

Prace domowe, co to za temat ?

Prace domowe – być albo nie być polskiej szkoły? Z jednej strony – może uznać, że to mały krok w kierunku przyjaznej szkoły i lepszej szkoły. Z drugiej strony – wydaje się to najprostszym do wykonania politycznym ruchem, sprawiającym wrażenie realizowania bliżej nieokreślonej nowej wizji polskiej szkoły. Oczywiście na lepsze, ponoć.

Czy nauczyciele do tej pory musieli zadawać prace domowe? Nie było takiego przymusu. Kto nie chciał, nie zadawał.
Co ma zmienić nowe rozwiązanie? Czy zespoły nauczycieli nabiorą energii do nowych innowacji i rozwiązań edukacyjnych? Czy zmieni się sposób nauczania w szkołach? Czy poprawią się relacje uczeń – nauczyciel? Czy rodzice zaangażują się w życie szkoły? Chyba niekoniecznie.

Na pewno nasze dzieci będą miały więcej czasu wolnego po zajęciach szkolnych. Rodzice, ci których na to stać, będą mieli możliwość zorganizowania swoim pociechom kolejnych zajęć. W pokojach nauczycielskich i w społecznościach szkolnych będzie trwała dyskusja między zwolennikami i przeciwnikami likwidacji prac domowych, a kuratorium będzie dzielnie walczyło z rozstrzyganiem kolejnych dylematów, typu – czy lektura jest pracą domową?

Oczywiście, uczniowie będą mieli więcej czasu, aby się po prostu w domu uczyć. Tu jednak większość nauczycieli ma świadomość tego, że zadawanie prac domowych, było pewną formalną próbą zmuszenia dużej części uczniów, aby do tych przepracowanych lekcji powracali w domu. Mamy świadomość, a także wiedzę, że jakość wykonywanych w domu i tuż przed lekcjami zadań była bardzo różna. Ostatnie badania PISA, dostrzegły też, że zadawane prace domowe, pogłębiały tylko różnice między uczniami w zależności od wykształcenia i zamożności rodzin z jakich pochodziły.

Tu pojawia się najbardziej istotne pytanie do twórców opisywanego rozwiązania. Na ile i w jaki sposób może, lub powinno zmienić ono rzeczywistość naszej szkoły? Czy szkoła zacznie działać inaczej, czy nastąpi pewien proces dostosowania, w rodzaju: dobrze, nie ma prac domowych, ale przed każdą lekcją jest kartkówka sprawdzająca co uczeń zapamiętał z ostatnich lekcji. Może pojawią się zadania na kolejną lekcję dla „chętnych”. Nauczyciele, tak jak i uczniowie, mają dużo doświadczenia i umiejętności w zachowaniu dotychczasowego status quo.

Jeżeli to ma być zmiana strategiczna w działaniu szkół, to nią nie jest, nie jest także „edukacyjną ustawą Wilczka”.

Nie uruchamia także do zmian potencjału środowisk nauczycieli, rodziców i organów prowadzących szkoły. Nie dają narzędzi do rzeczywistego eksperymentowania i wprowadzania nowych, innowacyjnych prototypów. Szczegółowe siatki godzin, listy lektur, plany nadzoru, realizacji zajęć, szkolnej biurokracji, wytyczne zdrowotne, sanitarne, administracyjno-formalne, tworzą gorset, w którym nadal łatwiej nowe inicjatywy zlikwidować, niż je rozwijać.

A przecież na horyzoncie nie widać armii ludzi i zespołów gotowych ponieść ryzyko takich działań, zarówno wśród rodziców jak i nauczycieli. Wypowiadanie na różne sposoby opowieści o „pruski modelu” i „szkole zabijającej kreatywność” stają się już po prostu nudne i zniechęcające.

Może warto zacząć dbać i wesprzeć rodziców i nauczycieli, którzy mają jeszcze energię, siłę, odwagę i determinację do podjęcia ryzyka całkiem nowych edukacyjnych inicjatyw poprzez danie odrobinę wolności i swobody. Nie ma ich wcale wielu. Często w historii, była to często najlepsza i najprostsza droga do znalezienia nowych rozwiązań wobec wyzwań stojących przed społeczeństwami.

Podsumowując, uważam, że szeroko dyskutowana, likwidacja (sic!) prac domowych wiele nie zmieni, czekam na kolejne decyzje naszych strategów edukacji.

Krzyżowa 29 stycznia 2024

Może Cię zainteresować:

1 komentarz

Ppp 3 lutego 2024 - 08:35

Najbardziej zaskakuje mnie, że wielu nauczycieli występujących w mediach nie odróżnia zadań domowych od nauki!
A to przecież oczywiste:
Zadanie domowe polega na wytworzeniu czegoś, co się pokazuje nauczycielowi jako dowód, że zadanie zostało zrobione.
Nauka nie musi powodować wytworzenia czegoś konkretnego.
Zatem czytanie lektury, czy nauka wiersza i słówek jest NAUKĄ, a nie odrabianiem zadań domowych.
Pozdrawiam.

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić Twoje wrażenia. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuje Przeczytaj więcej

Polityka prywatności
Już dostępny!

Przemyślnik edukacyjny

73 pytania będące źródłem edukacyjnej inspiracji i refleksji!