Jak zainteresować się sztuką? Historia pewnego ignoranta…

Jan Sawicki

Czas czytania: 9 min.

Od kiedy pamiętam, nie lubiłem chodzić do muzeów. Nie chciałbym, żeby to co napiszę poniżej zabrzmiało jak próby bycia kontrowersyjnym, podszyte chęcią sprzedania prztyczka w nos swoim rodzicom i odegrania się za te wszystkie godziny spędzone w muzeach na podziwianiu obrazów, które oprócz myśli, że właśnie tak powinno się spędzać czas na wakacjach, nie kojarzyły się z niczym innym. 

Może brak było w tym praktyczności? No bo do czego wykorzystać fakt, że obejrzało się jeden czy drugi obraz, takiego czy innego autora. Z większości wypraw do muzeów pamiętam szczegóły, o których w życiu bym nie pomyślał, że będą tak istotne i żywe w mojej głowie. 

Pamiętam park narodowy De Hoge Veluwe, w centrum którego znajduje się muzeum sztuki. Dwie godziny spędzone na wycieczce rowerowej po malowniczych wrzosowiskach, wydmach i karłowatych lasach. To było pierwsze doświadczenie Holandii. Państwa, które do dzisiaj jest moim ukochanym miejscem na świecie. Ilość rowerów, miejsc, które aż się prosiły, żeby zrobić im zdjęcie i zabrać ze sobą z powrotem do Polski.

National Park Hoge Veluwe, Holandia

Gdzie w tej historii miejsce na dzieła Pablo Picasso, Moneta czy Van Gogha? Mimo wspaniałego przewodnika w postaci taty, który choć delikatnie, bez żadnego nacisku starał się przelać na mnie choć odrobinę swojej pasji, wszystkie starania kończyły się odwiecznym pytaniem na tego typu wyjazdach “to kiedy coś jemy”, a później następowało znane wszystkim rodzicom z dorastającymi synami poczucie narastającego napięcia wiszącego w powietrzu i nerwowe wypatrywanie czegoś do zjedzenia.

Pamiętam również Galerię Uffizi z Florencji. Nie pamiętam jednak z niej nic innego prócz tego, że pierwszy raz w życiu powiedziałem do obcej osoby coś po angielsku, a przy okazji dowiedziałem się, że you’re welcome znaczy “proszę bardzo” co mnie nieco zaskoczyło, bo mój poziom języka bardziej podpowiadał, że jak welcome, to pewnie coś związanego z przywitaniem, domem, miłą atmosferą ogniska domowego… Od odwiedzin w tej galerii trzymam się również na baczności, bo teraz wiem, jak dziarsko ochrona jest w stanie zabrać butelkę z wodą przy wejściu do budynku. 

Galeria Uffizi, Florencja

Powiecie taki to był wiek lub, że do sztuki trzeba dorosnąć. A ja pozwolę sobie zadać pytanie, czego tak właściwie szukamy w muzeach i galeriach sztuki? Bo przypominając sobie siebie z tamtych czasów mam w głowie chłopaka, który był w połowie oddany pasji do narciarstwa, czyli sportu, treningów i rywalizacji. W drugiej połowie pieprzył trzy po trzy o tym, że jak pierwszy milion to przed dwudziestką i znał wszystkie kabarety na pamięć.

Gdzie tu miejsce na sztukę? Na przestrzeń, która jest wyzbyta jakiejkolwiek aktywności oprócz stania w miejscu i wpatrywania się w obrazy? Jak to połączyć z marzeniami o biznesie, z pieniędzmi i nowymi gadżetami, na których wtedy tak bardzo mi zależało? 

Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem. Nie potrafiłem sobie wyobrazić tego, jak sztuka, czyli coś dostojnego i, nie ukrywajmy, wymagającego sporego zaangażowania intelektualnego, a na pewno większego niż wykrzesanie z siebie śmiechu podczas kolejnego skeczu Ani Mru-Mru, może mnie zaciekawić. Choć swoją drogą, teraz, gdy czasem trafię na jakiś kabaret w mojej głowie pojawia się myśl “chłopie, jak ty to robiłeś, że te kabarety cię w ogóle śmieszyły?!”.

Nie mogłem znaleźć również sposobu na odkrycie praktyczności sztuki. Męczył mnie fakt, że próbując zainteresować się sztuką, nie mogłem osadzić poszczególnych dzieł w jakiejś szerszej całości. Za każdym razem patrząc na obraz, był on dla mnie pewnego rodzaju samotną wyspą, która w pojedynkę nie miała szans na dłużej zostać w mojej głowie. Nie potrafiłem wykrzesać z siebie żadnej refleksji. Nie potrafiłem zainteresować się nie tyle danym eksponatem, albo choćby autorem,  czasami w którym powstawał lub genezą danego obrazu.

Zawsze patrzyłem na sztukę jako coś co ma się podobać. Patrzenie na obraz bez tej całej masy informacji: po co został namalowany, w jakim momencie życia autora czy w momencie jakich ważnych wydarzeń historycznych powstawał, sprawiał, że doświadczenie patrzenia na obraz było doświadczeniem zbliżonym do wybierania produktu w sklepie. 

Obrazy jak produkty na sklepowych półkach próbowały zaskarbić moją uwagę ładnym widokiem lub znanym autorem. Dokładnie tak, jakbym patrzył na półkę z ketchupami i decydował co mi się podoba na podstawie połączenia ładnej etykiety z renomowaną marką. A przecież nie tak powinno wyglądać odkrywanie sztuki! Przecież za porównanie muzeum do sklepu spożywczego powinienem zostać zjedzony przez kruki i nie doczekać się na ten temat nawet wzmianki w porannym wydaniu wiadomości.

Całe szczęście jest jeszcze dla mnie szansa i tą właśnie szansą po tym długim rysie historycznym chciałbym się z Wami podzielić.

Część z czytelników może kojarzyć mnie z licznych artykułów dotyczących nauki online. Studia na Harvardzie bez wychodzenia z domu? Proszę bardzo. Coursea, edX czy inne platformy do studiowania online miałem w małym palcu. Pewnego dnia, zadałem sobie jednak pytanie, że skoro wszystko można teraz zrobić online, to może również można zwiedzać muzea online? Jestem pewien, że Ameryki tym pytaniem nie odkryłem i większość z Was tym bardziej po doświadczeniach pandemicznych, w trakcie których zaczęto bardzo głośno mówić o wszystkim co można zrobić online wie już, że odwiedzenie Louvre czy wspomnianej Galerii Uffizi nie jest już żadnym problemem. 

Przyznam, że początkowo traktowałem to jako ciekawostkę, o której miałem napisać w jednym z artykułów. Nie miałem pojęcia, że to co zobaczę odmieni moje myślenie o sztuce i odpowie na najważniejsze pytanie. Co zrobić, żeby sztuka była bardziej praktyczna dla mnie jako odbiorcy?

Pewnego dnia przeglądając wystąpienia na konferencjach TED trafiłem na prelekcję Amita Sood’a pracującego w Google nad projektem Arts and Culture. Pracę nad nowym projektem Amit zaczął już w 2011 roku. Początkowo pomysł zakładał ułatwienie dostępu do sztuki osobom, które na co dzień takiego nie mają. Jednak jak sam wspomina, nie miał pojęcia, że ten projekt nie zakończy się tylko przeniesieniem muzeów do sieci, ale zakończy się czymś znacznie bardziej użytecznym. Można powiedzieć praktyczniejszym.

Dzięki Google Arts and Culture możemy nie tylko oglądać obrazy z muzeów i galerii z całego świata. To by było za proste. To, co z mojej perspektywy jest najważniejsze, i co mi, ignorantowi sztuki jakich mało, pozwoliło się nią zachwycić i odzyskać choć trochę godności, to połączenie sztuki i technologii, która w efekcie staje się przygodą i wciągającą zabawą. To także możliwość szukania i odkrywania sztuki nie patrząc na nią jak na ładne etykiety sklepowych produktów, a skupiając się na tym czego szukamy, a nie na tym kto i jak to zrobił.

Wyobraźcie sobie. Uwielbiacie kolor pomarańczowy. Odwiedzając tradycyjne muzea możecie tylko liczyć, że któryś z obrazów będzie miał pomarańczowe elementy. Wiem, brzmi to dziwnie, bo kto idzie do muzeum w poszukiwaniu obrazów w konkretnych kolorach. Ale może właśnie to jest przyszłość i szansa na zainteresowanie sztuką młodych ludzi?

Podążając za przykładem koloru pomarańczowego w sztuce, postanowiłem sprawdzić dokąd doprowadzi mnie platforma od Google. Wpisuję w wyszukiwarkę “orange” i widzę cztery kolekcje stworzone przez nieznane mi muzea ze Stanów Zjednoczonych (teraz już znane!), 77 artykułów, prawie 7 000 elementów, czyli inaczej mówiąc eksponatów pochodzących z całego świata. Dodatkowo dwa widoki muzeów po których można odbyć wirtualną wycieczkę i kilkadziesiąt propozycji galerii stworzonych przez użytkowników.

Wyniki wyszukiwania frazy „Orange” w Google Arts & Culture

Czujecie tą potęgę tego narzędzia? Odkrywanie sztuki w zupełnie nowy sposób. Nie pionowy jak to ma miejsce w przypadku wejścia do tradycyjnego muzeum i przeglądania dostępnych tam eksponatów. Google Arts and Culture proponuje zupełnie nowe podejście. Poziome. Jednym wyszukiwaniem możesz znaleźć połączenia i odniesienia pomiędzy eksponatami z całego świata według dowolnego klucza.

Korzystanie z wyszukiwarki w ramach tej platformy jest niesamowicie wciągające. Przy okazji pisania tego artykułu postanowiłem rozliczyć się z przeszłością i w ramach “zadośćuczynienia” Van Goghowi obiecałem sobie, że poznam go lepiej. Już teraz widzę, że zajmie mi to co najmniej miesiąc, a przede mną eksploracja nie tylko dostępnych wirtualnie muzeów, ale i przede wszystkim poznawanie historii, powiązanych obrazów, a już wiem, że rozpocznę od przygotowanej przez Muzeum Van Gogha ekspozycji Vincent Van Gogh – życie miłosne A co!

Zanim zakończę jednak ten wątek chciałbym dodać, że Google Arts and Culture to nie tylko wyszukiwarka. To platforma i aplikacja, która została stworzona tak, żeby nie tylko nas ukulturalniać ale również dostarczyć rozrywki. Przykładem takiej opcji jest możliwość odnalezienia wśród wszystkich zbiorów dostępnych na platformie, takich dzieł, które najlepiej pasują do selfie naszej twarzy. No kto by nie chciał zobaczyć jakie obrazy wyskoczą na podstawie jego zdjęcia.

Powoli zmierzając do końca, tego rollercoastera, w którym z ignoranta sztuki stałem się dzięki pewnym rozwiązaniom człowiekiem, który w wolnych chwilach zamiast włączenia Netflixa woli wstąpić i zerknąć co słychać u Van Gogha lub w muzeum na drugim końcu świata, chciałbym podzielić się z Wami efektem odkrywania sztuki właśnie w ten sposób.

Zacząłem chodzić do muzeów. Możliwość odwiedzenia Muzeum Van Gogha w Amsterdamie wreszcie ma dla mnie sens. Czuję, że będąc w jego przestrzeni naprawdę będę wiedział po co tam przyszedłem. 

Po drugie, chodzenie do muzeów i galerii już nigdy nie będzie takie samo. Mając w kieszeni takie narzędzie jak smartfon z dostępem do internetu, nareszcie czuję, że wchodząc w cztery ściany galerii sztuki mam coś dzięki czemu zamiast wpatrywać się w obraz będący dla mnie tylko płótnem wiszącym na ścianie, mogę go “ożywić” i nadać ogromny sens temu czasowi spędzonemu na odkrywaniu go.

I po trzecie słowo do młodych. O ile ktoś taki w ogóle doczytał do tego zdania ten tekst (warto zostawić ślad po sobie w komentarzu!). Jeździjcie z rodzicami do muzeów. Nie musicie być zadowoleni, ale gwarantuję że nawet jeśli nie będziecie pamiętać tych wszystkich dzieł sztuki, to przyjdzie taki czas, że za tymi trudnymi wycieczkami do muzeów zatęsknicie…

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on google
Share on reddit
Share on whatsapp
Share on email
Share on telegram

Dołącz do dyskusji

może cię zainteresować

Zaorać rankingi szkół

Przeglądam nową odsłonę Rankingu Liceów i Techników, który kilka godzin temu opublikował portal “Perspektywy”. Kątem oka widzę, jak na facebookowym newsfeedzie wyróżnione szkoły w trzech osobach – rodzicielskiej, uczniowskiej oraz dyrektorsko-nauczycielskiej – gratulują sobie powtórzenia zeszłorocznego sukcesu.

Czytaj więcej »

Uczenie przez patrzenie

Zapraszamy do wysłuchania podkastu z Joanną Pętkowską-Hankel, architektem i nauczycielem akademickim. Od kilku lat prowadzi w Krzyżowej rodzinne plenery rysunkowo-malarskie w ramach „Szkoły Patrzenia”. W

Czytaj więcej »

Nowe (samo)wychowanie (nie tylko) seksualne

Choć tym, co ma przyciągać uwagę do (okładki) ostatniej książki Agnieszki Stein, jest wydrukowany na niej dużymi czerwonymi literami tytuł, to w zasadzie dopiero rozbudowane, wynotowane drobnym czarnym drukiem podtytuły sugerują, o czym jest ta książka i jaką pozycję czy też perspektywę przyjmuje autorka, pisząc o seksualności dzieci, a także – a może raczej “a zwłaszcza” – ich rodziców.

Czytaj więcej »

Egzaminować z przedsiębiorczości. Refleksji kilka

Czy da się przeegzaminować z przedsiębiorczości? Chyba nie, a jeżeli tak, to rolę egzaminatora odgrywa po prostu życie. Jednak, jak to w naszej edukacyjnej rzeczywistości bywa, wyobraźnia urzędników przerosła nas wszystkich i mamy od lat przedmiot w szkole pod nazwą Podstawy Przedsiębiorczości.

Czytaj więcej »

Przestrzeń, która uczy

Czy mamy wpływ na kształtowanie naszej przestrzeni do nauki i pracy? Nieważne, czy myślimy o naszym biurze, klasie szkolnej, pracowni Montessori, świetlicy, bibliotece, coworku czy

Czytaj więcej »

Jak patrzeć na obrazy?

Kiedy zastanawiałam się, jakie określenie byłoby najwłaściwsze aby najkrócej odpowiedzieć na to pytanie, doszłam do wniosku, iż powinno się użyć słowa — “z zaciekawieniem” lub “z ciekawością”, gdyż patrząc na obrazy powinniśmy próbować odgadnąć jak najwięcej tajemnic, które kryje dane dzieło sztuki.

Czytaj więcej »

Jesteś zaangażowanym rodzicem, opiekunem?

Chcesz jeszcze lepiej uczyć swoich uczniów i uczennice?

Dołącz do e:mi - zapisz się do newslettera

Jesteś zaangażowanym rodzicem, opiekunem?
Chcesz jeszcze lepiej uczyć swoich uczniów i uczennice?
Dołącz do e:mi - zapisz się do newslettera
O Nas - krótko

Dodajemy odwagi do zmian w edukacji.
Prezentujemy nowatorskie rozwiązania.
Tworzymy przestrzeń do dyskusji.

Przewiń do góry
DARMOWY EBOOK

Po co tyle tego hasania po lesie?

12 pytań dotyczących leśnej edukacji