Przejść czy nie przejść na edukację domową? Oto jest pytanie

Maurycy Żółtański
0 komentarz

Pomimo tego, że edukacja domowa dla mnie osobiście stała się pewnego rodzaju oczywistością to wciąż dla większości społeczeństwa jest to temat nieznany, kryjący wiele tajemnic i niewiadomych. Ale jak to? – ktoś spyta – to tak w ogóle można? Nie chodzić do szkoły? Ale co z nauką? Co z relacjami społecznymi? Czy rzucając szkołę poradzę sobie w życiu? W tym artykule odpowiem na najczęstsze pytania zadawane odnośnie edukacji domowej i postaram się pomóc w podjęciu decyzji o tym czy w twoim przypadku (bądź twojego dziecka) przejście na edukację domową będzie słuszną decyzją.

Dlaczego sam przeszedłem na edukację domową?

Na początku chciałbym sprecyzować jeden dość ważny szczegół, mianowicie przeważającą część mojej szkolnej kariery spędziłem jednak w klasycznych systemowych szkołach. Rozważania o edukacji domowej zaczęły się u mnie pojawiać dopiero w 1 klasie liceum a mój staż ucznia domowego rozciąga się jedynie na ostatnie dwa lata liceum. Tekst ten kieruję więc głównie do licealistów i starszych uczniów szkół podstawowych ponieważ nie czuję się wystarczająco kompetentny aby udzielać rad  rodzicom dzieci na wcześniejszych etapach edukacyjnych. Niemniej, uważam przejście na edukację domową za jedną z najlepszych decyzji w moim życiu i mam wrażenie, że moje doświadczenie w tym temacie może być pomocne dla wielu innych osób chcących wziąć własną edukację w swoje ręce. 

Bardziej szczegółowy opis mojej historii edukacyjnej opisałem w tym artykule: O tym jak rzuciłem szkołę… i co było dalej. W moim przypadku o przejściu na edukację domową przeważyły tak naprawdę dwa istotne elementy. Pierwszym z nich był czas. Pewnego dnia dotarło do mnie jak dużo się go codziennie marnuje w szkołach i aktywnościach z nią powiązanych. Dojazdy (w moim przypadku zajmowały one łącznie ponad 2 i pół godziny każdego dnia), sprawdzanie listy obecności, sprawdzanie prac domowych, częste przerywanie lekcji w celu uciszania przeszkadzających uczniów i dużo innych pojedynczych aktywności zbierających czas z lekcji. W rzeczywistości z 45 minutowych zajęć zostawało jedynie około 25 minut na przekazanie nowego materiału. Nie zapominajmy jeszcze o licznych pracach domowych i przerwach międzylekcyjnych. Nagle zrozumiałem, że ośmio/dziewięcio godzinny dzień szkolny byłem w stanie przerobić w zaledwie trzy/cztery godziny. Ucząc się samodzielnie w domu czas poświęcany na szkołę mogłem więc skrócić o połowę (!) a resztę przeznaczyć na moje inne zainteresowania pozaszkolne m.in. grę na instrumencie czy czytanie książek spoza kanonu lektur.

Drugim elementem decydującym o moim przejściu na edukację domową było poczucie, że choć informację tam przekazywane były całkiem ciekawe to sposób ich przekazywania był zwyczajnie nudny i nieefektywny – choć zdarzały się wyjątki. Szkoła kładła nacisk na sztywno wyuczone fakty a racjonalne, samodzielne i kreatywne myślenie było daleko na drugim planie. Ja sam, mając piątki ze wszystkich przedmiotów mogłem uchodzić za przykład wzorowego ucznia, ale tak naprawdę nie potrafiłem myśleć zupełnie samodzielnie i w rozmowach głównie posługiwałem się wcześniej wykutymi formułkami i schematami myślenia. Chciałem to zmienić i wyrobić sobie własną opinię na ważne i interesujące mnie tematy. Chciałem zacząć sięgać po wiedzę i źródła, których nie mogłem znaleźć w podstawie programowej. 

Czy potrzebna mi będzie dyscyplina?

Kiedy byłem już uczniem w  edukacji domowej i opowiadałem o swoich doświadczeniach, zdecydowanie najczęstszym komentarzem moich rówieśników było coś mniej więcej w tym stylu: „Ta edukacja domowa wydaje się być super sprawą. Też bym tak chciał/chciała ale nie mam na tyle samodyscypliny żeby uczyć się samemu”. Miałem wrażenie, że dla moich znajomych dyscyplina była niczym jakaś super moc, z którą człowiek się rodzi bądź nie i nic nie da się z tym więcej zrobić. A cała sprawa z dyscypliną ma się tak… 

Samodyscyplina jest jedną z najbardziej użytecznych cech jaką może nabyć każdy człowiek. To właśnie dzięki niej zdobywa się wyznaczane przez siebie cele. To właśnie dzięki dyscyplinie możemy opanować niemal każdą nową umiejętność: nauczyć się nowego języka, grać na instrumencie czy opanować sztuki walki. Odmówić sobie deseru i podjadania aby zadbać o swoją wagę i zdrowie. Regularnie odkładać pewną kwotę pieniędzy aby ostatecznie odłożyć wystarczająco i móc wyjechać w wymarzoną podróż, kupić samochód a nawet mieszkanie bądź dom. Brak dyscypliny skutkuje zazwyczaj niezadowoleniem i niskim samopoczuciem. Dryfowaniem przez życie. Osoby którym jej brakuje są skazane na wolę innych i nie są w stanie decydować o samych sobie. 

Oczywiście jest to teoria i choć w praktyce każdemu zdarzają się lepsze i gorsze momenty to nie można lekceważyć walorów płynących z bycia zdyscyplinowanym. A na szczęście dla wszystkich czytających ten tekst dyscyplina nie jest cnotą nielicznych jednostek. Każdy może ją w sobie wypracować i doświadczyć jej długoterminowych korzyści. 

Z mojego doświadczenia, edukacja domowa jest natomiast jedną z lepszych metod na opanowanie dyscypliny. Na początku samodzielna nauka może sprawiać dużo kłopotu jednak po dwóch, trzech może po sześciu miesiącach, w końcu zaczyna się poznawać samego siebie i odkrywać indywidualne techniki pomagające uzyskać  samodyscyplinę. Choć może to przyjść wolniej niż byśmy tego chcieli to z czasu poświęconego na jej opanowanie będziemy czerpać korzyści do końca naszego życia. 

 P.S. Chodząc do szkoły również można nauczyć się dyscypliny jednak w środowisku ciągłej presji i gonienia podstawy programowej wydaje się to być dużo trudniejsze i nie zawsze zakończone sukcesem. W moim doświadczeniu w trakcie nauki w edukacji domowej, dyscyplina samoistnie pojawiła się jako pewnego rodzaju efekt uboczny samodzielnego opanowywania materiału i pracy nad samym sobą. 

Ile w takim razie czasu trzeba poświęcić na naukę?

Na to pytanie nie da się odpowiedzieć jednoznacznie ponieważ wszystko zależy od indywidualnych potrzeb czy – w klasach licealnych – wybranych przez siebie przedmiotów. Ja osobiście rozszerzałem matematykę, fizykę i język angielski. Po paru miesiącach prób i błędów wypracowałem sobie schemat, który działał dla mnie najlepiej. W tygodniu codziennie wstawałem około 7:30/8:00 rano, a przed 9:00 siadałem do nauki. Przez kolejne cztery godziny – dwie przeznaczałem na fizykę i dwie na matematykę – robiłem zadania i przerabiałem nowy materiał. Robiłem tylko jedną, krótką przerwę o 11:00 żeby zmienić podręczniki i wstać od biurka na kilka minut, po czym od razu wracałem do nauki. Plus takiego trybu pracy był taki, że około 13:30 byłem już względnie wolny i resztę dnia mogłem poświęcić na cokolwiek miałem ochotę. 

A co z resztą przedmiotów? Przyznam się, że do nich podchodziłem mniej sumiennie i systematycznie, niemniej całkowicie o nich nie zapomniałem. W trakcie całego roku, wieczorami starałem się czytać obowiązkowe lektury na język polski, od czasu do czasu sięgnąłem po książkę w języku angielskim. Obejrzałem dużo filmów w oryginale lub z napisami po angielsku. Przedmioty, których nie pisałem na maturze robiłem zazwyczaj na ostatnią chwilę przed egzaminami. I tak na przykład cały materiał z historii i wiedzy o społeczeństwie zrobiłem w dwa dni – po jednym podręczniku na dzień. Całe dwa dni tylko czytałem i robiłem notatki. Trzeciego dnia rano przed egzaminem zajrzałem jeszcze raz w moje notatki i to by było  tyle z nauki do tego przedmiotu. 

Pomimo takiego trybu nauki liceum skończyłem z przeważająca liczbą piątek, kilkoma szóstkami i tylko jedną czwórką. Maturę z języka polskiego napisałem na 90%, z angielskiego podstawowego na 100% a z rozszerzonego na 94%.

Jak i gdzie się uczyć?

Na pytanie „Jak?” każdy powinien odpowiedzieć sobie sam. Jedynie metodą prób i błędów można odkryć najbardziej pasujący nam tryb nauki. Ja wstawałem rano i zaczynałem dzień od matematyki z fizyką bo odkryłem, że rankami jestem bardziej skupiony i praca po prostu szybciej mi idzie. Ale inni moi znajomi z edukacji domowej naukę zaczynali dopiero po zmroku i kończyli o 1:00/2:00 w nocy. Każdy z nas jest inny i nie ma jednego prawidłowego trybu nauki. Jednak w edukacji domowej mamy szansę poznać siebie i swoje preferencje.

Jeśli chodzi o pytanie „gdzie?” to z mojego doświadczenia najlepiej zacząć od podręczników. Niektórzy mogą uznać to za śmieszne, ale ja dopiero w ED odkryłem, że w podręcznikach w konkretny i rzeczowy sposób przedstawiona jest cała wiedza potrzebna nam do zdawania egzaminów. Będąc w szkole bardzo rzadko do nich zaglądałem a z niektórych przedmiotów podręcznika nigdy nie otworzyłem (i mam przeczucie, że nie jestem w tym odosobniony). A jak się okazuje, w podręcznikach wszystko jest ładnie opisane, krok po kroku wyjaśnione, z takich przedmiotów jak matematyka czy fizyka znaleźć można odwołania do poprzednich rozdziałów, gdy zapomnieliśmy o jakimś istotnym szczególe potrzebnym do zrozumienia danego tematu. Jeśli sumiennie przerobimy cały podręcznik z danego przedmiotu żadne pytanie na egzaminie nie powinno być zaskoczeniem.

Oczywiście poza podręcznikami mamy dzisiaj dostęp do internetu. A tam znaleźć można wiele darmowych lekcji i źródeł na wysokim poziomie. Omówienie lektur, rozwiązywanie przykładowych zadań z fizyki, wykłady historyczne. Na niemal każde pytanie z każdego przedmiotu jesteśmy w stanie znaleźć dokładną odpowiedź wraz z wytłumaczeniem. Ja osobiście najwięcej korzystałem z darmowego portalu Khan Academy oraz YouTube’a.

W tym miejscu powinienem jeszcze dodać, że chociaż większość materiału przerabiałem sam to miałem dwóch nauczycieli. Od czasu do czasu chodziłem do nich na jedną godzinę żeby rozwiać moje wątpliwości z fizyki i matematyki. Zdarzało się, że pewne zadania były dla mnie zbyt dużym wyzwaniem a doświadczony nauczyciel mógł pokazać mi drogę i nakierować na rozwiązanie znacznie szybciej niż zrobiłbym to sam. Będąc uczniem w edukacji domowej dobrze jest znaleźć sobie kilka zaufanych osób, do których w razie problemu możemy się udać po pomoc.

A co z relacjami społecznymi i utrzymaniem znajomości?

Aspekt zawierania znajomości jest pewnie trudniejszy gdy do szkoły nie chodziliśmy już od pierwszej klasy podstawówki i musimy sami włożyć wysiłek aby zbudować relacje z innymi od podstaw. W moim przypadku wiele znajomości zawarłem chodząc jeszcze do szkoły, także nie musiałem od zera szukać swojego towarzystwa. Przejście na edukację domową zweryfikowało natomiast wiele moich relacji z innymi. Z wieloma osobami ze szkoły całkowicie urwał mi się kontakt, jednak nie była to ani jedna osoba ,na której mi rzeczywiście zależało. Moje grono znajomych zdecydowanie się zmniejszyło, jednak siła i wartość relacji które zostały, znacząco wzrosła. Co więcej przez to, że nie musiałem być w szkole codziennie od 8:00 do 16:00 mogłem pojawiać się na wielu różnych ciekawych wydarzeniach i tam poznawać nowe osoby. Patrząc na ten okres z perspektywy czasu wydaje mi się, że stałem się nawet bardziej towarzyski niż w trakcie chodzenia do szkoły. Nie mając codziennie dużej ilości osób na wyciągnięcie ręki trzeba było się chociaż trochę wysilić aby poznać nową osobę i później utrzymać z nią znajomość. Nadal mam kontakt z kilkoma osobami z mojego gimnazjum czy liceum,  jednak dzisiaj, znaczną większość moich znajomych stanowią osoby poznane później w przeróżnych miejscach i  rozmaitych okolicznościach. 

Edukacja domowa wydaje się ciekawym rozwiązaniem, ale jednak boję się takiej zmiany. Czy jest jakiś sposób na poradzenie sobie z lękiem?

Zmianom i niewiadomym zawsze towarzyszy lęk. Na to na ogół poradzić się nie da. Jednak zmiany często niosą ze sobą również nowe doświadczenia, a co za tym idzie – rozwój. W moim przypadku dużo osób odradzało mi przejście na edukację domową. Mówili, że skoro już wytrzymałem tyle lat w szkole systemowej to mogę się przemęczyć jeszcze te dwa ostatnie lata. Nie warto przecież tak ryzykować. 

Ja natomiast patrzę na te dwa ostatnie lata liceum jako jeden z najważniejszych okresów mojego życia. Wreszcie miałem czas na to żeby poznać siebie. Odkryć wartości jakimi chcę się kierować w życiu. Nauczyć się kiedy i jak najlepiej funkcjonuję. Odpowiedzieć sobie na pytanie co lubię robić? Czym chce się zajmować w przyszłości? Jakimi ludźmi chce się otaczać? Czego tak naprawdę oczekuję od życia i jak to osiągnąć? Miałem czas na przeczytanie wielu książek, które zmieniły moje postrzeganie otaczającego mnie świata. Zacząłem interesować się zdrowym odżywianiem i dbaniem o swoje zdrowie fizyczne jak i psychiczne. Zacząłem uczyć się o tym jak mądrze zarządzać pieniędzmi aby w przyszłości nie wpaść w problemy finansowe. Dużo poważniej podszedłem do mojej pasji jaką jest muzyka i miałem czas na jej rozwijanie. Poznałem wiele wspaniałych i ciekawych osób i przede wszystkim świetnie się przy tym bawiłem. Podczas podejmowania takich decyzji jak przejście na ED, warto przemyśleć korzyści płynące ze zmiany oraz konsekwencje z jej braku. Gdy uświadomiłem sobie możliwości płynące z rzucenia szkoły i wzięcia edukacji w swoje ręce nie było już dla mnie odwrotu. 

Apel do rodziców!

W tym miejscu chciałbym również zaapelować do rodziców abyście ufali swoim dzieciom i dali im szansę na próbowanie różnych rzeczy i popełnianie przy tym błędów. Najcenniejsze co możecie dać własnym dzieciom to właśnie zaufanie i miłość. Wszystko inne jest drugorzędne. Oceny i wyniki szkolne w perspektywie życia nie mają większego znaczenia. Nie ważne czy wasze dziecko na zakończenie roku szkolnego otrzyma świadectwo z paskiem. Nie liczy się też to czy wasze dziecko opanuje na matematyce zawiłości wielomianów czy też będzie umiało wyrecytować z pamięci wszystkie stolice państw europejskich. Nie ma też większego znaczenia to czy wasze dziecko przeczytało w całości Pana Tadeusza albo czy na lekcji chemii zrozumiało różnicę pomiędzy wiązaniem kowalencyjnym a wiązaniem kowalencyjnym spolaryzowanym. 

Natomiast to co rzeczywiście ma znaczenie, to to czy wasze dziecko jest świadome siebie i własnych potrzeb. Aby wiedziało co lubi robić i co sprawia mu przyjemność. Aby potrafiło czerpać radość z życia oraz dbać o siebie i  o innych. Starajcie się wspierać je w ich własnych zainteresowaniach,  a nie narzucać im waszą wizję tego co jest dla nich najlepsze. Chcecie dla waszych dzieci jak najlepiej jednak często kieruje wami również lęk o ich przyszłość. Ale jeśli obdarzycie wasze dzieci miłością, zaufaniem oraz poczuciem własnej wartości a także pewnością, że zawsze mogą na was (rodziców) liczyć, gwarantuję wam, że poradzą sobie z każdą trudnością w życiu. Pamiętajcie, że rozwój i satysfakcja najczęściej płyną ze zdobywania tego co nowe i nieznane. 

Tak więc jeśli wasze dziecko chciałoby spróbować edukacji domowej pozwólcie im bez większego wahania. W najgorszym wypadku nie zaliczy roku i wróci do szkoły – to nie aż taka wielka tragedia. Jeśli jednak wszystko się uda to wasze dziecko może nauczyć się o samym sobie  i o otaczającym je świecie znacznie więcej niż wam się wydaje. Wiedza tak zdobyta będzie im natomiast służyć przez całą resztę ich życia. 

Od autora: W powyższym artykule próbowałem odpowiedzieć na główne pytania i wątpliwości dotyczące przechodzenia na edukację domową jak i bycia na niej. W razie jakichkolwiek pozostałych pytań lub uwag zachęcam do skontaktowania się ze mną pod adresem mailowym: m.zoltanski@moznainaczej.edu.pl 

Może Cię zainteresować:

Zostaw komentarz

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić Twoje wrażenia. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuje Przeczytaj więcej

Polityka prywatności
Dołącz do nas i zobacz, że edukacja może wyglądać inaczej!