Matura i co z tego. Egzamin dojrzałości oczami młodych

Wiktoria Korzecka
0 komentarz

Z maturą jest jak z religią. Znaczna część osób nie do końca wierzy w jej sens, ale “w razie czego” chce mieć. Egzamin dojrzałości w wielu przypadkach jest zdawany właśnie “w razie czego”. Ale gdyby na chwilę odejść od tego maturalnego kultu, można by zauważyć, że egzamin dojrzałości to tylko dziewiętnastowieczny mit, wpajany kolejnym pokoleniom bezsensowny bożek. Bożek, który z każdym rokiem coraz bardziej traci swój blask. 

Kiedy pytam moich rówieśników czy uważają maturę za coś ważnego, odpowiadają: nie. Już nie. I ja odpowiadam dokładnie tak samo. Nasi rodzice traktowali swoją maturę jako najważniejszy moment ścieżki edukacji. Ale my jesteśmy inni: widzimy, jak bardzo niedoskonały i zawodny jest cały system, a więc i ten egzamin. Wiemy, że wychodzimy ze szkół i jesteśmy nieobyci w świecie. Że bez problemu obliczymy wysokość górowania słońca czy miejsca zerowe funkcji kwadratowej, ale nie mamy tych umiejętności, których najbardziej potrzebujemy. Przeraża nas dorosłość czekająca za progiem liceum. I nie zmieni tego nazwanie matury “egzaminem dojrzałości”. Nie zmienią tego rodzice i nauczyciele, którzy uparcie przekonują, że matura to najważniejszy cel naszego młodzieńczego życia i że dobre zdanie matury zapewni nam przyszłość pełną sukcesów. Bo my widzimy, że matury potrzebne są co najwyżej szkołom – aby móc prześcigać się w rankingach. Nam nie mówią one niczego.

No więc uczymy się przez 12 lat po to, żeby – jak się okazuje – zdać maturę. Bo tak wypada. Co z tą wiedzą dalej? Nie wie nikt. Może studia, a może nie. Egzamin dojrzałości z dojrzałością samą w sobie nie ma nic wspólnego. Dojrzałością można nazwać umiejętność wyrażania własnych opinii, kulturalnej dyskusji, empatii, współpracy i samodzielności. Czy te umiejętności weryfikuje matura? Nie. Te umiejętności zweryfikuje życie. To, do którego ze szkół wychodzimy kompletnie nieprzygotowani. 

Ciekawe emocje wzbudzają egzaminy ustne. Odwołanie ich w tym roku szkolnym tylko utwierdziło nas w przekonaniu, że nie są one do niczego potrzebne. Uczelnie nie biorą matur ustnych pod uwagę, natomiast dla abiturientów zawsze są one najbardziej stresujące. Nie dziwi więc fala euforii wywołana zniesieniem obowiązku zdawania ich. Nie dziwi, ale martwi – nawet samych uczniów. Okazuje się bowiem, że szkoła nie przygotowała nas do swego rodzaju wystąpień publicznych (bo takim jest bez wątpienia egzamin ustny). Pojawia się więc pytanie: jak my sobie poradzimy w dorosłości, skoro opuszczamy mury szkół bez podstawowych umiejętności, takich jak chociażby zaprezentowanie się? 

Wróćmy jednak do egzaminów pisemnych. Wszyscy interpretują nic nieznaczące testy i ich wyniki jako coś niezwykle istotnego. Niewielu widzi, że te arkusze, wypełnione lepiej lub gorzej, przyszłości ani nie otwierają, ani nie zamykają. Jak mówią dane OECD, do liceum i technikum każdego roku idzie 83-85 procent osób kończących szkołę podstawową (wcześniej gimnazjum), z których znaczna większość przystępuje do matury. A ile z nich idzie na studia? 37 procent. Maturę można przyrównać do sakramentu bierzmowania narzucanego osobom nie do końca przekonanym o swojej wierze: nie wiadomo, czy coś daje, ale jak to tak bez bierzmowania wejść w dorosłość? Matura jako przepustka na studia, nie jest potrzebna tym, którzy na studia się nie wybierają. A i tak tracą na nią czas i nerwy, bo “wypada mieć”. Czy nie prostszym rozwiązaniem byłoby jednak przeniesienie egzaminów na uczelnie? 

Obecnie egzaminów wstępnych na uczelnie nie ma. Liczy się tylko matura – na studia w systemie dziennym wyniki z przedmiotów wskazanych przez dany wydział, ale już w przypadku zaocznych wystarczą dwa najwyższe. Z drugiej strony idea szkoły średniej bez matury w naszym społeczeństwie szybko by upadła. Nauka pod egzaminy to smutna codzienność polskiej szkoły. Uczniów straszy się karnymi kartkówkami i ocenami. Niemal na każdej lekcji padają podobnie brzmiące treści: „Masz umieć [coś], bo to będzie na maturze”. Ucz się, bo sprawdzian. Bo odpytywanie na ocenę. Bo egzamin. Jedyne, co dostrzega młody człowiek, to przykry obowiązek, który należy spełnić, aby dostać nagrodę – dobrą ocenę czy wysoki procent punktów. Zanotuj, zapamiętaj, wyucz się. Napisz na kartkówce, wykorzystaj na sprawdzianie, pochwal się wiedzą na egzaminie. Dobry piesek, masz ciasteczko. To znaczy: dobry uczeń, masz piątkę.

Może Cię zainteresować:

Zostaw komentarz

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić Twoje wrażenia. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuje Przeczytaj więcej

Polityka prywatności